Lilypie Kids Birthday tickers Lilypie Kids Birthday tickers Lilypie Kids Birthday tickers Lilypie First Birthday tickers
Kategorie: Wszystkie | Ciuchy | Hobbies | Irlandia | Mamine | Music | Podróże | Praca | Przepisy | Recenzje | Sport | Zdrowie
RSS
niedziela, 31 stycznia 2010
Another busy weekend

Znowu ledwo starczyło czasu by usiąść i poczytać sobie w spokoju (aktualna lektura: Lost symbol, Dana Browna). Przewinęło się kilkoro znajomych, trzeba było Ami kupić nowe buty (swoją drogą znaleźliśmy już w pierwszym sklepie - niebieskie tenisówki Nike  - Ami ich nawet nie chce zdejmować :)) tradycyjnie iść na plażę i popuszczać latawce (J.), pogrzebać się w piachu i pozbierać  muszelki do nowego elementu dekoracyjnego w pokoju Ami (mama z córcią), pojeździć na rowerze (Ami), ugotować jakiś obiadek, (płetwa płaszczki wczoraj a dziś paella) itp. I tak weekend zleciał nawet nie wiem kiedy. Ale było przyjemnie, to nic że teraz padam z nóg :)

Jeszcze tylko tydzień pracy przede mną. Nie mogę się już doczekać wolnego. Ciekawe tylko czy już się do tego czasu rozdwoję...:P

Rundown (Witajcie w dżungli) 2003

Film obejrzany wczoraj. reżyseria: Peter Berg. W rolach głównych: Dwayne Johnson, Seann William Scott, Christopher Walken, Rosario Dawson.

Stopklatka.pl: Beck używa wszelkich środków, jakie są konieczne do tego, aby odzyskać to, za odzyskanie czego mu zapłacono. Nie ważne, co to jest - zaległa płatność czy opóźniony gong podczas rozgrywek Super Bowl - Beckowi nie sprawia to żadnej różnicy. Nowa misja Becka przedstawia się następująco: Beck szuka pewnego faceta... facet szuka fortuny... a wszyscy w rezultacie poszukują ich obu. Beck musi w tej sytuacji wykorzystać swoje wszystkie umiejętności, żeby zapanować nad wygadanym chłopakiem, tajemniczą dziewczyną, szalonym tyranem, napalonymi małpami, halucynogennymi owocami, i mnóstwem innych przeszkód, jakie kryje dżungla.

Według stopklatki film nie warty obejrzenia. Ja polecić bym nie poleciła, ale obejrzeć i się pośmiać można. Takie jakieś połączenie 'Indiany Jonesa' i 'Rambo'. Film na tak zwane odmóżdżenie.

piątek, 29 stycznia 2010
Biegi na Orientację

Czy macie jakiś ulubiony sport? Niektórzy z Was na pewno, tak jak Aneta z przedmieści NY - kajakarstwo. Teraz gdy jestem SupersizeMe wolno mi jedynie uprawiać sporty nie bardzo sportowe jak dla mnie. Tak jak na przykład yoga lub BabyFit, na co też prawie sumiennie chodzę. Spotyka się 6-7 pań z brzuszkami i ćwiczy na piłkach, ćwiczy oddychanie do porodu itp. J. zaczął bieganie na treadmillu no i tak jakoś mi się tęskno zrobiło za hasaniem po lasach...

Moja przygoda z BnO (Orienteering) zaczęła się jeszcze w podstawówce. Potem przez kilka lat byłam zrzeszona w klubie sportowym i sumiennie chodziłam na treningi.  I powiem szczerze nienajgorzej mi szło. No ale przed maturą podjęłam decyzję o karierze bardziej naukowej niż sportowej i zarzuciłam bieganie. Nie wydawało mi się możliwe pogodzenie tych dwóch rzeczy. No i nie raz potem żałowałam.

Bo to piękny sport, w ręku kompas i mapa i Ty sam/sama w lesie. Połączenie kondycji fizycznej i czytania mapy. Trochę adrenaliny, świeże powietrze i satysfakcja, ehhh..

Nieco ponad rok temu postanowiłam podjąć na nowo te sportowe hobby i dołączyłam do lokalnego klubu. Pojechałam na kilka zawodów. Fajnie było. Jedyny z tym problem w Irlandii to to, że tu lasów jak na lekarstwo i większość imprez odbywa się na południu i wschodzie, a nie zawsze się chce w niedziele rano zrywać o 6tej i jechac 300km na zawody.

Mam nadzieje, że może w maju mi się uda zacząć na nowo. Trzymajcie kciuki.

środa, 27 stycznia 2010
3 tygodnie

No to oficjalnie od dzisiaj moja ciąża jest klasyfikowana jako 'Full term'. Więc wychodź już Natek, wychodź, bo mamusi tak niewygodnie, i nie może spać!!! Bądź grzecznym chłopczykiem!

A dziś od Bardzo Miłej Pani ekspedientki w polskim sklepie dostałam czekoladę z bakaliami Wedla! - Dla dzidziusia :o Serdecznie dziękuję! Już prawie jej nie ma :)

wtorek, 26 stycznia 2010
Wakacyjne wspomnienia - Katalonia

Jak zwykle gdy perspektywa wakacyjnych wojaży wydaje się niezwykle odległa nachodzą mnie zwykle wspomnienia z minionych wyjazdów. Ostatnie były wakacje w Hiszpanii, w Katalonii. Ale tam jest pięknie! I pogoda super. Ze względu na mój brzuszek i małe dziecko nie szaleliśmy nadmiernie ze zwiedzaniem. Spaliśmy cały tydzień w jednym miejscu - Platja de Pals. Polecam rodzinom z dziećmi ze względu na spokój i ładną plażę. Jednakże blisko z tamtąd do wielu ciekawych, zabytkowych miasteczek, jak Pals, gdzie zachowało się całe średniowieczne śródmieście w postaci niewiele zmienionej. Cudo. Blisko też do Girony, na zwiedzanie której warto poświęcić co najmniej dwa dni! Barcelona jest odległa o jakies 100km i jakoś się tam nie wybraliśmy, bo na jeden dzień to i tak nie warto. No i nie muszę chyba wspominać zalet morza Śródziemnego - czyste i ciepłe!

Dla miłośników gór - Pireneje są blisko, może z 2 godziny samochodem.  A lokalnie też się można poszwędać po pagórkach i lasach, które są całkiem do zwiedzania przyjemne!

Ciekawe jest to, że w Katalonii mają swój własny oficjalny język, który od hiszpańskiego dość znacznie się różni, więc moje zamiary wypróbowania nędznej znajomości języka Cervantesa spełzły na niczym :)

Jedyna rzecz, którą byliśmy zawiedzeni to sprawy kulinarne. Ciężko było znaleźć restaurację z naprawdę dobrym jedzeniem.

A pod spodem fotkaz Girony:

niedziela, 24 stycznia 2010
NET

Weekend minął pod znakiem gości i gotowania :). Wczoraj jedni goście byli na obiad druga seria wieczorem, dzisiaj też mieli przyjść na lunch przyjaciele z dziećmi, ale odwołali. Więc mamy lunch na jutro do pracy. :) I zamrożone dwie porcje makiełków :)

No ale miało być o tych gościach z wczorajszego wieczoru. Od jakiegoś czasu jest u nas w miasteczku grupa młodych ludzi z Kanady (Saskatchewan) i USA (Chicago, Nebrasca, Texas i Minnessota). Cztery dziewczyny i dwóch chłopaków. Należą do NET Ministers of Canada (NET = National Ewangelization Teams). Jest to dosyć ciekawa inicjatywa. W czasie swojego pobytu tutaj mają zamiar zorganizować miejsce spotkań dla młodzieży przy Kościele. Jakiś taki odpowiednik duszpasterstwa akademickiego. Z pewnością nie będzie im łatwo, ale trochę zainteresowania wśród młodzieży widać. W każdym razie są oni przesympatyczni i pełni zapału. Życzę im powodzenia!

Tagi: net
21:13, maya.d
Link Komentarze (2) »
piątek, 22 stycznia 2010
Nowa zabawka

No na razie nie jest ona dla mnie bo z taaaakim brzuchem biegać się nie da. :( Kupiliśmy sobie bieżnię (czy tak się po polsku mówi na treadmill?). J. postanowił regularne z niej korzystanie.

Cacko wygląda tak:

Jak na razie problemem jest miejsce przechowywania tegoż niemałego sprzętu. Na szczęście można go ustawić w pionie gdy się nie korzysta. Niestety jednak z braku wolnego pokoju na razie stoi w pokoju przeznaczonym dla dzidziusia, a potem będzie w kuchni! W naszej sypialni nie może stać z tak prozaicznego powodu jak irlandzkie budownictwo. Strych (który nam służy za miejsce do spania) ma tak cienką podłogę, że bym się bała iż cały ten treadmill z mężem spadną piętro niżej! :)

środa, 20 stycznia 2010
Depeche Mode

Dziś o koncercie, na którym byliśmy w zeszłym miesiącu w Dublinie w O2 Arena. Ami została 'sprzedana' do przyjaciół na swój pierwszy 'sleepover' i nie wiem kto miał w efekcie więcej radochy z naszego wyjazdu, my czy ona :)

Pamiętacie DM z lat 80tych, kiedy to modne byly czarne ciuchy, buty depeszki i fryzury na Davida Gahana? :) Mój kuzyn był takim zagorzałym fanem. Ja ich muzykę zawsze po prostuubiłam, teraz ma dla mnie wartość sentymentalną, jako wspomnienie z dzieciństwa.

Koncert był super! Wszyscy muzycy w dobrej formie, publiczność szalała! Dzisiuś we mnie też skakał do rytmu, choć nie wiem czy z radości czy strachu, bo było dla niego za głośno :)

A to fotka z koncertu:

poniedziałek, 18 stycznia 2010
Wiosna, ach to Ty!

Wygląda na to, że na szmaragdowej wyspie zawitała wiosna. Nie łudzę się, że już na dobre, pewnie zmieni jeszcze zdanie nie raz w tym roku. Tak to już jest w tym kraju... No ale na razie jest pięknie, ptaszki śpiewają, jest dość ciepło no i już widać pierwsze pąki i kwiatki. Te na dole to z mojej własnej skrzynki.

Życzę wszystkim pięknej pogody!

 

niedziela, 17 stycznia 2010
Plaża

Jesteśmy częstymi gośćmi na plaży, pomimo że pogoda rzadko może być uznana za letnią. Powód jest taki, że po pierwsze jedno z wielu hobby mojego Męża to latawce wyczynowe a po drugie Ami jest najszczęśliwsza jak się może w piasku pogrzebać. A ja to tak na doczepkę, bo lubię pomarznąć (NOT!). Dziś na przykład było 8 stopni Celsjusza i wiatr o sile 4 lub 5 a my się rozsiadłyśmy na mokrym piasku na kurtce nieprzemakalnej. No wariatki! :)

A to jedno ze zdjęć J. z jednym z jego latawców:


Zdjęcie by Daniel K.

 
1 , 2