Lilypie Kids Birthday tickers Lilypie Kids Birthday tickers Lilypie Kids Birthday tickers Lilypie First Birthday tickers
Kategorie: Wszystkie | Ciuchy | Hobbies | Irlandia | Mamine | Music | Podróże | Praca | Przepisy | Recenzje | Sport | Zdrowie
RSS
piątek, 02 sierpnia 2013
Candida - czyli wcielone zło

Candida albicans - niepozorny drożdżak, członek naszej flory bakteryjnej. Ale co dzieje się gdy równowaga ekosystemu zostanie zachwiana na przykład antybiotykami lub niewłaściwą dietą? Namnaża się. I wtedy mamy problem. Czasami na skórze, czasami we wnętrznościach. Albo i tu i tu. Nie do końca wiem co o tym myśleć. Bo problem kandydozy jest nierozpoznawany przez konwencjonalną medycynę, ale jest uznany przez terapeutów naturalnych. A już nie raz wcześniej się przekonałam, że państwo doktorstwo nie wiedzą wszystkiego, i często ich wiedza sterowana jest przez medyczne koncerny. I nie leczy się czegoś jeśli nie można na to sprzedać pigułek i na tym zarobić. Ale mniejsza z tym. Wróćmy do candidy. Co dzieje się gdy nię rozmnaża w nadmiarze? No właśnie dzieją się podobno bardzo różne rzeczy. Objawy mogą być takie jak biegunki, zaparcia, łaknienie cukru, problemy z zatokami, depresje, agresja, bóle brzucha, grzybicze infekcje skóry, ciągłe zmęczenie, problemy z koncentracją, itp itd. Wiele z tych problemów spowodowanych jest toksynami wydzielanymi przez drożdżaki. Lub po prostu ich samą obecnością na przykład w zatokach lub uszach.

Nie chcę tutaj nikomu wmawiać, że ma nieproszonych gości. Jeśli ktoś dobrze się czuje to nawet jak ma chcicę na słodycze, problemu raczej w tym nie ma. Ale jeżeli ktoś się ogólnie czuje źle i nie wiadomo dlaczego może warto by było się przyjrzeć drożdżakom jako możliwej przyczynie?

Walka z tym paskudztwem nie jest prosta, bo wymaga zmiany diety. A jeżeli ktoś jest przyzwyczajony do słodyczy, białego chlebka i ziemniaczków, i co gorsze alkoholu, to łatwo tego wszystkiego nie jest rzucić. A eliminacja pożywienia dla potworów to podstawa. Można oczywiście się wesprzeć farmakologicznie nystatyną lub innym środkiem, ale one też nie są zdrowe. Z naturalnych pomocy w walce z kandydozą wymieniane są: żywe kultury przyjaznych nam bakterii, czosnek, olej z kokosa, olej z oregano, wyciąg z pestek grejpfruta. 

No, tyle na ten temat. Odsyłam Was do szerszych opracowań. Jest ich niezliczona ilość. Według mnie warto się temu zagadnieniu przyjrzeć, bo dzięki relatywnie niewnielkiej (choć trudnej) zmianie stylu życia możemy poczuć się dużo lepiej.



czwartek, 05 lipca 2012
Alergii brak, ale adios pomidory

Jak już wiecie mamy alergików w rodzinie. U Amelki test wykazał obecność przeciwciał na białka mleka i soi. Natek od malutkiego miał egzemę na skórze, więc naturalnie założyliśmy że też ma skazę białkową. Wyeliminowaliśmy nabiał i na wszelki wypadek soję. Ostatnio jak byliśmy w Polsce chcieliśmy mu też zrobić testy alergiczne, ale w przychodni mi powiedziano, że robi się testy od trzeciego roku życia. No i na tym stanęło, jeszcze czekamy. Tymczasem niedługo potem zaczęły się nam problemy z brzydkimi pieluchami, które ciągnęły się ponad dwa miesiące. Lepiej zrobiło się tylko w czasie wakacji w Hiszpanii. Ki czort więc? Coś czego nie jadł tam a je tutaj? Nic nie przychodziło do głowy. Podejrzewaliśmy już nawet celiakię. W końcu zadzwoniłam do prywatnej kliniki w Galway, by umówić się z alergologiem. Bo słyszałam, że tu testy robią od niemowlaka. A muszę jeszcze po drodze wyjaśnić, że tu nie ma tak, że pójdzie sobie człowiek do laboratorium i zrobi testy na co chce. Wszystko przez lekarza specjalistę musi niestety przejść. Tydzień temu pomyślałam sobie, że może warto by spróbować wycofywać niektóre pokarmy na jakiś czas i zobaczyć czy się nie polepszy. Na pierwszy ogień poszły pomidory. Te takie malutkie, na jeden kęs. Dzieci je uwielbiają. I bingo! Poprawa natychmiastowa. Do alergologa mimo wszystko poszliśmy wczoraj. Zrobił testy skórne, na 20 różnych rzeczy (w tym nabiał, jajka, pszenica, soja, pomidory) i NIC! Na nic nie jest uczulony... No dobra, to skąd egzema? Okazuje się, że by mieć egzemę nie porzeba uczulenia. O tym nie wiedziałam. Jest to po prostu defekt skóry, która jest bardziej przepuszczalna niż powinna i wypuszcza wilgoć a wpuszcza bakterie i alergeny. Z brzydkimi pieluchami mogło być tak, że po prostu jego organizm ich nie toleruje. Zalecenia dostaliśmy takie by go smarować i smarować i smarować, kąpać w wodzie z kroplą Miltonu (to płyn do sterylizacji). Z radości, że nie ma alergii Natek dostał wczoraj loda i bach, dziś kupki znów brzydkie. No nieeee...

A ten pan doktor alergolog, u którego wczoraj byliśmy, Joe Fitzgibbon, to taki co napisał kilka ciekawych książęk. Jedną z nich mam, bardzo ciekawy poradnik.


piątek, 09 marca 2012
Stevia

Ostatnio znajoma wspomniała o roślinie, której używa zamiast cukru, Stevii. Już kiedyś o niej słyszałam. Teraz zaczęłam się zastanawiać, czy by nie było warto nią zastąpić cukru. Wiem, że było już w przeszłości mnóstwo kontrowersji dotyczących różnych słodzików, ale z tego co wyczytałam, Stevia wydaje się bezpiecznym zamiennikiem. Można kupić zrobiony z jej słodzik, bądź też nasiona i samemu hodować. Nie wiem na ile jest dostępna w Polsce, ale na przykład u nas można ją kupić w sklepie ze zdrową żywnością. Słyszałam, że można kupić na Allegro, słodziki niewiadomego pochodzenia, których jakość pozostawia wiele do życzenia. Na pewno trzeba więc uważać na to co się kupuje.

Stevia pochodzi z tropikalnych i subtropikalnych rejonów Ameryki. Jest 300 razy słodsza od cukru. Po więcej faktów odsyłam do Wikipedii.

Powiedzcie, czy próbowaliście używać już stevii do wypieków na przykład?

środa, 09 marca 2011
Liver Detox Diet

Już wczoraj wspomniałam, że przechodzimy na jakiś czas na dietę oczyszczającą i chciałam Wam o niej kilka słów napisać. Bo według mnie warto coś takiego sobie czasem zaserwować dla własnego samopoczucia. Nie jest to dieta odchudzająca w zamierzeniu, ale z doświadczenia wiem, że traci się trochę tłuszczyku.

W skrócie dieta polega na eliminacji pewnych pokarmów na pewien czas i wspomaganiu pracy i oczyszczania wątroby innymi. Trwa to wszystko sześć tygodni w pełnym wymiarze lub trzy w skróconym. I tak przez pierwsze dwa tygodnie można jeść tylko ryż (również mleko ryżowe, płatki ryżowe, chrupki ryżowe), ryby, owoce i warzywa ( z wykluczeniem roślin strączkowych, ziemniaków, pomidorów i papryki). A pić wolno wodę i herbatę/kawę z mlecza. Można też używać oliwy z oliwek do delikatnego smażenia i przypraw. Z innych zaleceń: duże ilości wody z cytryną, przed posiłkami koktajl oczyszczający (50ml soku z aloesu z wyciągiem z pestek grejpfruta i propolisu - paskudztwo!), lecytyna, no i oczywiście witaminy/minerały zwykle używane.

W trzecim tygodniu do repertuaru dodaje się jajka i drób, ziemniaki, pomidory, paprykę, owies, żyto, jęczmień, proso, grykę, ale NIE pszenicę, herbatki ziołowe i zieloną herbatę.

W piątym tygodniu można dodać pszenicę i kukurydzę, warzywa strączkowe (oprócz soi), orzechy, nasiona, oleje, mięso (ale nie w postaci jego przetworów).

Oczywiście przez cały czas trwania diety wszystkie te produkty powinny być świeże, najlepiej z upraw ekologicznych (wiem, wiem, ciężko je dostać), nie z puszek, nie wędzone, itp.

Mogę z czystym sercem Wam tę dietę polecić, bo już dwa razy ją przechodziliśmy, choć w zwykle w wersji skróconej (każda faza trwa tydzień a nie dwa). Podoba mi się to, że nie trzeba się głodzić, czego niecierpię. Życzcie nam wytrwałości!

Gdyby ktoś z Was chciał więcej szczeółów to chęnie podam!

Wszystko to jest szczegółowo opisane w książce autorstwa Xandrii Williams 'Liver Detox Plan'. Autorka zamieściła również sporo przepisów odpowiednich na każdy z etapów.

A TUTAJ link do strony autorki.

wtorek, 04 stycznia 2011
Mali kuracjusze

Chyba będzie można uznać wyjazd za sanatoryjny. Ilość zakupionych leków i odwiedzonych lekarzy przez nasze maluchy o tym poświadczy. Wczoraj byliśmy u laryngologa z Amelką, i Natkiem na doczepkę. Niestety okazało się, że płyn w uszach nadal jest. Pani doktor dała nam jeszcze jedną szansę na leczenie farmakologiczne. Jak do Wielkanocy się nie polepszy będą dreny. Dostaliśmy przykazanie trzymiesięcznej kuracji na dwa syropy, spray przeciwuczuleniowy do nosa ze sterydami i balonik do dmuchania nosem. Ami musiała też dziś iść na testy alergiczne, sprawidzić, czy oprócz mleka jeszcze coś ją uczula. No i oczywiście mamy całkowity zakaz na nabiał. Natek też przy okazji miał obejrzane uszy. Niestety ma to samo co siostra, więc i on będzie dostawał lekarstwa. :( Co te alergie mogą dzieciakom narobić... Ehhh

czwartek, 04 listopada 2010
Fixed

Odpukując jednocześnie w niemalowane drewno (chociaż przesądna nie jestem) śpiewam pieśń pochwalną na cześć pani kręgarki, która wczoraj mi naprawiła miednicę! Męczyła mnie godzinę próbując ustawić to ustrojstwo. Muszę się ze wstydem przyznać, że trochę jęczałam (a ja nawet u dentysty nie pisnę!). Tedra (tak tej Pani na imię) zdiagnozowała, że to staw krzyżowo biodrowy został przemieszczony w ten sposób, że aż kość ogonowa sterczała w złą stronę a nogi miały przez to różną długość.

Nie wiem czy ktoś już był u kręgarza vel chiropractora, ale nastawianie zwykle nie boli. Tym razem jak pani opuszczała łóżko (polega to na gwałtownym spadku segmentu łóżka wraz z poddawaną terapii częścią ciała) to ból przeszywał mi okolice tylne z dość dużym impetem (ałłłłć). Nic to nie dało, miednica dalej krzywa. Potem próbowała adjustora (przepraszam za angielskie nazwy, ale nie znam polskich odpowiedników). Zdjęcie poniżej. To też zwykle nie boli. Tym razem tak. I dalej wszystko krzywe.

Już chciała mnie wysyłać na prześwietlenie jak przypomniało się jej, że może spróbować metody Logana. Polega ona w skrócie na delikatnym masażu mięśni i ścięgien podtrzymujących kręgosłup, w moim wypadku dolną jego część. Nic nie bolało i pomogło! Został mi tylko ból mięśni i kolan nadwyrężonych dwoma tygodniami kulawego kuśtykania. Niech żyje pan Logan!

A oto narzędzia tortur:

Łóżko kręgarza - proszę zauważyć że poszczególne jego części można z impetem opuszczać.

Adjustor. Zasada działania - stukanie w kości. Podkreślam - zwykle to wcale nie boli.

 

piątek, 15 października 2010
Chia

Nie jestem kobietą goniącą za nowinkami jeśli chodzi o modę, filmy czy książki. Ale za to bardzo interesują mnie nowości żywieniowe. Ostatnio obiła mi się o uszy nazwa Chia w kontekście zdrowej żywności. Poczytałam i kupiłam. Chia (Salvia hispanica L.) to roślina dająca takie malutkie ziarenka, należąca do tej samej rodziny co mięta. Podobno był to pokarm Majów i Azteków, tak bardzo ceniony, że używali go w handlu zamiast monet. Używali chia do leczenia ran, przeziębień, kłopotów żołodkowych i wielu innych schorzeń.

Obecnie Chia została zaliczona do tzw. super foods (jaki jest polski odpowiednik tego określenia?) ze względu na bogatą zawartość różnych składników odżywczych. Przede wszystkim jest w niej mnóstwo kwasów tłuszczowych Omega-3, przeciwutleniaczy i błonnika, działa przeciwzapalnie, ma więcej wapnia niż mleko, magnez, bor, więcej protein niż tradycyjne ziarna zbóż, nie zawiera glutenu. Dzięki swoim właściwościom hydrofilnym zapobiega odwodnieniu i zaparciom. Spowalnia też rozkład węglowodanów do cukrów, co brzmi obiecująco dla cukrzyków. Podobno obniża również poziom cholesterolu, podnosi poziom energii i reguluje hormony.

Można używać w różnych formach. Ja kupiłam mielone ziarna, które dodaję do musli i sałatek.

Dla zainteresowanych linki:

http://pl.wikipedia.org/wiki/Szałwia_hiszpańska

http://www.living-foods.com/articles/chia.html

środa, 13 października 2010
Postanowienie jesienno-zimowe

Piszę jesienno zimowe, bo to niby jesień teraz mamy, a czuję już w powietrzu zimę. Tak od rana mgliście i przejmująco zimno. A tytułowe postanowienia dotyczą diety. Mam zamiar (znowu!) zacząć się zdrowo odżywiać, bo tak jakoś ostatnio się zaczęły choróbska do mnie przyplątywać a na nadmiar energii nie mogę narzekać. A z dwójką dzieciaczków i pracując bez energii to daleko nie zajdę.

Tak więc obrazkowo:

Mniej a więcej

Mniej i więcej

Mniej i więcej

I jeszcze sporo .

No mam nadzieję, że za tydzień, miesiąc i rok będę miała tyle zapału co dziś. Nie łudzę się, że całkiem wyeliminuję słodycze, bez kawy i tak żyć nie mogę, ale ograniczyć naprawdę zamierzam.

poniedziałek, 11 października 2010
Patrick Holford

W piątkowy wieczór wybrałam się na seminarium prowadzone przez brytyjskiego dietetyka-celebrytę (och jak ja nie lubię tego słowa), Patricka Holforda. Seminarium miało tytuł: 'Say no to Cancer, Infections and Allergies'. Muszę powiedzieć, że było bardzo, ale to bardzo ciekawe. Przez trzy godziny siedziałam chłonąc co on mówi, ani chwili nudy. Aneta prosiła mnie o streszczenie, a może i jeszcze ktoś inny jest zainteresowany dietetyką.

Seminarium jak sam tytuł wskazuje było podzielone na trzy części dotyczące kolejno diety w kontekście zapobiegania i walki z rakiem, odporności i leczenia infekcji oraz alergii pokarmowych. Na każdy z tych tematów Holford napisał książkę, więc pewnie mógłby mówić przez kilka dni, tak więc przez te trzy godziny jedynie dotknął tych tematów.

Jeżeli chodzi zapobieganie nowotworom, to w zasadzie nic nowego się nie dowiedziałam. Mówił o złej diecie jako sprzyjającej rozwojowi raka, o braku przeciwutleniaczy w diecie, o nadmiarze zbytnio przetworzonej żywności i tłuszczów trans, niedoborze witamin, zbyt dużej ilości spożywanego mięsa, alkoholu, cukru, paleniu papierosów. Zalecał spożywanie warzyw i przypraw o jasnych i żywych barwach, jak marchew, papryka, brokuły, kurkuma, cynamon, bo zawierają one antyoksydanty, picie zielonej herbaty oraz wprowadzenie do diety codziennych suplementów, szczególnie dużej ilości witaminy C, witaminy A i E, tłuszczy Omega3 oraz selenu, oprócz codziennej multiwitaminy.

Bardzo ciekawa nowa rzecz jeśli chodzi o nowotwory dotyczyła mleka. W ogóle ostatnio słyszę same złe rzeczy o nabiale. Tym razem mowa była o tym, że mleko służy przede wszystkim jako pokarm dla cieląt, 'zaprojektowany' by szybko i skutecznie rosły. I o tym, że żaden z dziko żyjących ssaków nie spożywa mleka jako dorosły. Tylko my ludzie. No i jak już nowotwór się pojawia to mleko pośrednio stymuluje jego wzrost, bo stymuluje tzw. growth factor. Podobno jest już wiele wyników badań na ten temat.

Jeżeli chodzi o terapię istniejących nowotworów, to mówił o nowych wynikach badań nad witaminą C i salwestrolami. Podobno witamina C w mega dawkach (do 20g dziennie) dożylnie lub doustnie zmniejsza nowotwór nie dając skutków ubocznych. Są onkolodzy stosujący takie podejście. Jeżeli chodzi o salwestrole (mam nadzieje, że taka jest ich polska nazwa) to badania nad nimi zaczęły się od próby znalezienia różnic pomiędzy komórką zdrową i rakową. Okazało się, że jedną z różnic jest obecność jakiegoś enzymu w komórkach nowotworowych, który zaś w zdrowych nie występuje. I podobno jak się do nowotworu wstrzyknie salwestrole to są one w obecności tego enzymu zamieniane w toksynę niszczącą komórki raka. Brzmi obiecująco. Ciągle trwają próby kliniczne.

Link do artykułu na powyższy temat - tutaj.

Kolejny temat dotyczył infekcji. I tu Holford opowiadał jak można zwiększyć swoją odporność i zwalczyć przeziębienia w zarodku. Nie było tu dla mnie jakichś większych niespodzianek. Aby wzmocnić swoją odporność należy jeść warzywa i owoce (no najmniej 5 porcji dziennie), nie unikać czosnku, jeść wystarczającą ilość protein (chude mięso, ryby, jajka, strączkowe, tofu), dodawać przyprawy i zioła do potraw i napojów (imbir, cynamon, kurkumę, koci pazur, aloes) oraz unikać cukru. Nie należy też zapominać o codziennej dawce 1g witaminy C. Badania wykazały, że zmniejsza to znacznie czas trwania choroby i łagodzi objawy.

Jeżeli już się coś do nas przyplącze to lepiej ograniczyć ilość nabiału, mięsa, jaj i soi jakie spożywamy bo pokarmy te pobudzają produkcję śluzu. Jeść dużo świeżych owoców i warzyw, pić napar z kociego pazura, i brać mega dawki witaminy C (4g co 4 godziny). Warto też brać ekstrakt z czarnego bzu i echinaceę.

W trzeciej części była mowa o alergiach pokarmowych, ale tych ukrytych. Nie tych co powodują szok anafilaktyczny i przeciwciała IgE. Alergie, których symptomy pojawiają się dopiero po kilku godzinach od spożycia pokarmu i symptomy te są dość nietypowe zwykle można wykryć badając poziom przeciwciał IgG. Pokarmy na które wielu z nas jest uczulonych i nawet o tym nie wie to przede wszystkim nabiał, jajka, drożdże, gluten. Są nawet ludzie uczuleni na marchewkę! A objawy mogą być dość oczywiste, jak na przykład bóle brzucha, biegunka czy wzdęcie. Albo wysypki, ataki astmy czy katar. Mogą być też dość dziwne jak na przykład chroniczne zmęczenie albo nadpobudliwość. Warto zrobić sobie więc panel na uczulenia pokarmowe.

No, rozpisałam się. Mogłabym pewnie jeszcze. No ale jak ktoś chce więcej to odsyłam na stronę www.patrickholford.com. Choś niestety większość materiału jest dostępna tylko członkom klubu.