Lilypie Kids Birthday tickers Lilypie Kids Birthday tickers Lilypie Kids Birthday tickers Lilypie Second Birthday tickers
Kategorie: Wszystkie | Ciuchy | Hobbies | Irlandia | Mamine | Music | Podróże | Praca | Przepisy | Recenzje | Sport | Zdrowie
RSS
środa, 03 września 2014
Cadaques

Szczególnie ładnym miejscem jakie udało nam się odwiedzić w czasie pobytu w Hiszpanii, było Cadaques. Kiedyś wioska rybacka, teraz oprócz rybaków jest tam mnóstwo artystów i oczywiście turystów :) Piękna zatoka, dookoła góry, wąskie uliczki i ciekawe sklepiki i knajpki.

 

sobota, 30 sierpnia 2014
Roses

No i już po wakacjach :( Nie tylko tych szkolnych ale i pracowych. Tym razem wybraliśmy się znów do Katalonii, do Roses. Nad morzem Śródziemnym, blisko granicy z Francją. Miasteczko świetne! Nawet spore, z pięknymi plażami, zabytkami i super restauracjami. Przez tydzień nie słyszeliśmy języka polskiego ani angielskiego. Tylko francuski, kataloński i hiszpański. I muszę się tu pochwalić, że moja nauka hiszpańskiego zdała egzamin. Mogłam się dogadać łamaną hiszpańszczyzną :P

Byliśmy w szóstkę, razem z kochaną Ciocią Liną (jak to Tosiek ją woła). Wynajęliśmy mieszkanie nad kanałem (Roses to prawie jak Wenecja :P), 15 minut od plaży spacerkiem. Jedynym minusem były komary. Za to mogliśmy z balkonu oglądać przepływające łodzie!

Widok z balkonu nocą

Cytadela

Pyszna fideua (Paella z makaronem zamiast ryżu)

Kropki na czole to komarowe ślady!

Katamaran, na którym starsze dzieci z tatą sobie popływali

piątek, 14 czerwca 2013
Camino de Santiago de Compostela

Mój kochany mąż wybrał się niedawno do Hiszpanii na pielgrzymkę do katedry w Santiago de Compostela, gdzie pochowane są szczątki św. Jakuba. Jest to najważniejsze miejsce pielgrzymkowe Europy od czasów średniowiecza. Najpopularniejszy szlak, z Francji, w całości ma 780 km, ale J. z jego grupą zrobili tylko ostatnie 120km z Sarrii. Szlaków głównych jest 12, ale oprócz tego jest wiele innych, w tym z Polski. 

Symbolem drogi jest muszla przegrzebka, których jest wiele w wodach wokół Galicji:


Trasa jest podobno piękna, można spotkać wielu ciekawych ludzi z całego świata. Niektórzy ubrani są w tradycyjne szaty pielgrzymie (styl peregrino).

Ludzie miejscowi są bardzo gościnni, jedzenie pyszne. I jest w dodatku niedrogo. W schroniskach w salach wieloosobowych można się przespać nawet za 5 euro, a standard jest dobry. 



J. był też przy okazji na 'końcu Świata', czyli w Finisterre, gdzie kiedyś myślano że jest najdalszym zakątkiem świata na zachód :)

Już powiedzieliśmy sobie, że jak dzieciaki podrosną to pojedziemy wszyscy.



poniedziałek, 29 października 2012
Tośka debiut plażowy

Dziś u nas wolny poniedziałek. Pogoda była na tyle łaskawa, że dopisała. Bo wczoraj na przykład nie przestało padać nawet na chwilę. A dziś było ładnie, choć bardzo zimno. A w Salthill (to takie Galway-owskie Sopot :P) ludzi co niemiara. I my zapakowaliśmy dzieci (co jest teraz sporym wyzwaniem, żeby trzy siedzonka upchnąć na tylnym siedzeniu) i pojechaliśmy nad ocean. Amelka wzięła hulajnogę a Natek swój rowerek biegowy. No a Tosiek sling. I pospacerowaliśmy po promenadzie, i plażę zaliczyliśmy. Natek przyprawiał mnie o zawał serca co pięć minut swoimi rowerowymi wyczynami, ludzi to strasznie bawiło (oprócz jednej pani, w którą wjechał). Było fajnie. Prosimy o więcej takich ładnych dni w weekendy :)


piątek, 03 sierpnia 2012
Wsi spokojna wsi wesoła

Osiedliliśmy się na wsi. Na dwa tygodnie tylko, ale pomimo, że do pracy trzeba chodzić, to mamy wrażenie wakacji :). Tak jak co roku nasi przyjaciele wyjechali do Francji, a my im doglądamy gospodarstwa. Na to gospodarstwo składają się ogród warzywny, szklarnia i cztery kury. I cisza i spokój. Dzieci mają miejsce do jazdy na rowerach, podbierają kurom jajka, karmią je, podlewają warzywa, wykopują ziemniaki, huśtają się, bawią w piasku. Znowu nam się przypomniało jak bardzo byśmy chcieli mieszkać na wsi :( Kilka zdjęć dla ilustracji.

sobota, 07 lipca 2012
Volvo Ocean Race

Jak już wspomniałam w Galway jest teraz wielkie zamieszanie z powodu finału tegorocznego Volvo Ocean Race. Tym razem w wyścigu brało udział tylko 6 łodzi:

Groupama sailing team

CAMPER with Emirates Team NZ

PUMA Ocean Racing by BERG

Team Telefónica

Abu Dhabi Ocean Racing

Team Sanya

Ports Map

Cała impreza zaczęła się 29 października i po ośmiu miesiącach żeglarze wreszcie dotarli do ostatniego portu :)

A temu wszystkiemu towarzyszy wielka impreza. Koncerty, wystawy, wesołe miasteczko, stragany z jedzeniem, pamiątkami, itepe itede. MY wybraliśmy się to wszystko obejrzeć we środę po wizycie u lekarza. Pogoda nawet nam dopisała. Zjedliśmy ekolegiczne burgery z jagnięciny, ciacha, orzechy prażone w słodkich polewach, lody :). Na dużej scenie grał zespół jazzowy z USA, obejrzeliśmy łodzie, widzieliśmy jak dziewczynki tańczą irish dancing dla ekipy z Abu Dhabi, obejrzeliśmy wystawę VOLVO, dzieci siedziały w kabinie ciężarówki, trzymałam na ręku sokoła arktycznego i jeszcze widzieliśmy wystawę związaną z zaśmieceniem oceanów. Tyle atrakcji, że w jedno popołudnie nie udało się wszystkiego zaliczyć.


sobota, 09 czerwca 2012
Girona

Sobotę poświęciliśmy na wizytę w Gironie, bo właśnie wtedy ma tam miejsce targ. Oczywiście oprócz targowiska poszliśmy też trochę pozwiedzać. Girona jest pięknym miastem, z dobrze zachowaną starówką, imponującą katedrą. Żeby wszystko obejrzeć potrzeba na pewno więcej niż pół dnia!

czwartek, 07 czerwca 2012
Wróciliśmy

Było świetnie, ale tradycyjnie za krótko... Przydałby się jeszcze tydzień. Pogoda dopisała. Słońca nie było tylko jeden dzień, a oprócz tego ładnie grzało. Ale za gorąco też nie było. W sam raz! Mieszkaliśmy w Lloret de Mar, blisko Girony. Hotel, w zasadzie aparthotel bardzo fajny. Blisko plaży. Śniadanka pyszne. Na obiady, a w zasadzie już kolacje chodziliśmy do różnych restauracji próbując lokalnej kuchni. Wypadów dużo nie robiliśmy, tylko do Girony. Trochę spacerowaliśmy, trochę plażowaliśmy albo siedzieliśmy nad basenem. Z moim brzuszkiem już dużo się nie da robić. :)

Plaże są bardzo ładnie utrzymane, choć piasek a tak właściwie żwirek nie pozwala na budowanie zamków ani swobodne bieganie na boso. Tylko jedna z plaż w okolicy miała drobny piasek. Woda jeszcze była trochę zimna, ale i tak wiele ludzi pływało :))

Ami wolała pływać w basenie, i bardzo poprawiła swoje zdolności. Przede wszystkim pokonała strach przed zanurzaniem głowy w wodzie. Pod koniec już wskakiwała do wody jak mała foka!

Natek za bardzo do wody się nie przekonał. Dobrze się czuł jak sięgała mu najwyżej do pasa :)

I na początek kilka zdjęć z samego Lloret de Mar:

"Dona Marinera" - Pomnik "Żony Rybaka"

Zamek Św. Jana

A to oszukany zamek, wybudowany przed wojną domową przez milionera.

Kościół parafialny Św. Romy

poniedziałek, 09 stycznia 2012
Kilkenny

Na weekend pojechaliśmy do przyjaciół do Kilkenny (Cill Chainnigh). Znamy ich jeszcze ze studiów i tak się złożyło, że również osiedlili się w Irlandii. Wycieczka zaczęła się od niezbyt miłej przygody, bo Natek łażąc po osiedlu gdy pakowaliśmy toboły do bagażnika wdepnął w psią kupę i rozmazał ją (przypadkiem, nie specjalnie) po swoim foteliku. Pół godziny do tyłu, zanim J. to doczyścił. Przesądni pewnie dopatrzą się zwiastuna jakiegoś szczęścia :)
Dzieci były podekscytowane, że odwiedzą Filipa, który ma prawie 3 latka. Wizyta była bardzo miła, pogadaliśmy do późna, M. nas uraczyła pyszną kuchnią, dzieci się wyszalały. Pogoda była całkiem ładna. Prawie nie padało, nie było wiatru (co po ostatnich wichurach jest prawdziwym błogosławieństwim), kilkanaście stopni, ptaki śpiewają (to już chyba wiosna!). Jednym słowem bardzo fajny weekend. Nawet 2.5 godziny w samochodzie dzieci zniosły dość dobrze!

Chciałabym Wam pokazać Kilkenny, bo to jedno z najładniejszych miast Irlandii jakie do tej pory odwiedziłam. Nie zrobiłam jednak ani jednego zdjęcia :(. Wkleję więc kilka z sieci.

środa, 09 listopada 2011
Wróciliśmy

W poniedziałek wieczorem. Dzieci padły w samochodzie i trzeba je było zanieść do łóżek :)
Bilans wyjazdu:
- super pogoda, nie liczyłam na nic podobnego. Nastawiłam się na typowy deszczowy i szary listopad, a tymczasem była piękna, ciepła, złota jesień;-
- zaliczony laryngolog. Ami uszy na razie w porządku. Natka uszy pod lupę. Jeszcze w poniedziałek zabrałam go na tympanometrię (badanie ciśnienia w uchu) i okazało się, że ma płyn w uszach. Dostaliśmy ostatnią szansę na wyleczenie lekami. Jak do następnej wizyty płyn nie ustąpi, będą dreny. Także mamy steryd do nosa, syrop antyalergiczny i syrop rozrzedzający wydzielinę. Muszę sobie zrobić grafik żeby o tym wszystkim pamiętać. Ehhh
- byliśmy na grobach rodziny pierwszy raz od 9 lat w święto zmarłych.
- Kilka nowych krasnali upolowanych :)
- nie spotkałam się z żadnymi znajomymi. Nie było chęci ani czasu.
- przebite uszy LOL.
- przeziębienie u wszystkich - nie wiem skąd, bo pogoda przecież była super.
- nowe kozaki :) i szal :)
- and last but not least - wycieczka do lasu!!! A tam niespodzianka - jagody jedzone prosto z krzaczków! W listopadzie. Musiały zaowocować drugi raz w tym roku. I grzyby! Proszę, oto dowód:

Na koniec Natek się zmęczył a Ami stwierdziła, że bez niego się nigdzie nie wybiera :)

Amelkowe kamyczki

A to już Wrocław, i kolejny krasnal - Rzeźnik

 

I pomnik ku czci zwierząt rzeźnych na ulicy Jatki. Natek sobie upodobał gęś, bo mógł jej wygodnie dosiadać :) Prawie jak Nils Holgerson... Pamiętacie?

 
1 , 2 , 3 , 4