Lilypie Kids Birthday tickers Lilypie Kids Birthday tickers Lilypie Kids Birthday tickers Lilypie Second Birthday tickers
Kategorie: Wszystkie | Ciuchy | Hobbies | Irlandia | Mamine | Music | Podróże | Praca | Przepisy | Recenzje | Sport | Zdrowie
RSS
wtorek, 08 listopada 2016
Macnas

Macnas to grupa artystów, którzy kilka razy do roku organizują paradę przebierańców. Zwykle cieszą się one ogromną popularnością. Towarzyszy im odpowiednia nastrojem muzyka. Ostatnia parada była zatytułowana Savage Grace (Dziki wdzięk). Oto relacja, choć niestety nie z moich zdjęć (kredyt Darach photography). 

,

Tagi: Macnas
12:10, maya.d , Irlandia
Link Komentarze (6) »
środa, 23 października 2013
Tańce połamańce

Amelka została zaproszona w zeszłą sobotę przez swoją matkę chrzestną na warsztaty tańca Sean Nós z mistrzami Devane Brothers. J. też się załapał. Byli jako jedyni całkowicie początkujący, ale po czterech godzinach pracy coś tam trochę już umieją :). Ja się do tańca nie garnę (ku rozpaczy męża!), więc nie poszłam. To nie sposób dla mnie na relaks i odpoczynek.

Sean Nós to rodzaj tradycyjnego tańca irlandzkiego, choć mniej popularny niż tzw. Irish Dancing, oparty na show Riverdance, który charakteryzuje (wybaczcie niefachową terminologię) zamaszyste wymachiwanie nogami. Amelka od dawna nas męczy żeby ją zapisać na lekcje tego drugiego. Może w końcu ulegniemy. W zimie i tak nie ma Camogie. Ale, ale, odbiegłam od tematu... Sean Nós po irlandzku znaczy 'w starym stylu'. I charakteryzuje się tym, że stopy są zawsze blisko podłogi, ręce mogą się swobodnie poruszać, improwizacja jest dozwolona, i co bardzo ważne, musi być słychać tupanie!

O proszę, przykład, Devane Brothers w akcji:

czwartek, 27 czerwca 2013
KAI

Tam wybraliśmy się ostatnio na randkę, bez dzieci! Kolacja we dwoje w jednej z najfajniejszych restauracji w Galway. Nie mają jeszcze gwiazdki Michelin, ale chyba niewiele im brakuje. Do Aniar, którzy mają jedyną na zachodzie Irlandii gwiazdkę, nie udało się dostać. 

Dlaczego najfajniejsza? Bo nie ma stałego menu, bo można dostać potrawy ciekawe, zadziwiające, niecodzienne, najczęściej ze składników ekologicznych i takich, na które właśnie jest sezon. I do tego fikuśne nazwy tych potraw :) A to właśnie lubię jak idę do restauracji. W końcu schabowego z ziemniakami można zrobić samemu. 

A co akurat było w menu? Ja na start wybrałam homara na 'łóżku' z pomidorów heirloom. Cudo. Na danie główne jagnięce żeberka z sałatką. Też pycha. A na deser bałagan truskawkowy. A J. na starter miał 'confit' z nóżki kurzej, na danie główne potrawę z żabnicy a na deser bakalave z mrożonym jogurtem. 

Do tego wszystkiego liczy się atmosfera i wystrój lokalu. Kelnerzy poświęcają każdemu klientowi zdecydowanie więcej czasu niż w zwykłych restauracjach, wyjaśniając cierpliwie o co w potrawach chodzi. Przez okno widać gotujących kucharzy. Wystrój jest barzdzo prosty, co zresztą widać. Ostatnio dostali za niego ogólnokrajową nagrodę. 

Jak ktoś będzie w Galway to polecam, nawet na lunch. Na wieczór trzeba raczej rezerwować. A to ich strona: http://kaicaferestaurant.com/

I kilka zdjęć, ich własnych, bo mi było głupio pstrykać fotki. Choć wiem, że w Irlandii nikomu by to nie przeszkadzało :)



piątek, 21 czerwca 2013
GAA

Czyli Gaelic Athletic Association - to amatorska organizacja sportowa i kulturalna, która zajmuje się promowaniem tradycyjnych gier irlandzkich, czyli hurling, camogie, gaelic football, handball i rounders, ale także irlandzkiej muzyki, tańca i języka.

Dlaczego o tym piszę? A, bo nasza Amelka od paru miesięcy należy do lokalnego klubu camogie. A co to camogie? Camogie i hurling to gra drużynowa z użyciem małej skórzanej piłki (sliotar) i drewnianego kija (hurley). Camogie jest dla kobiet, a męski odpowiednik sportu to hurling.

Mecz pomiędzy dwiema drużynami 15- osobowymi rozgrywa się na sporym boisku 145m na 90m, bramki są duże, w kształcie litery H. Gdy piłka przeleci pod poprzeczką zdobyty jest gol (3 punkty) a gdy nad i pomiędzy słupkami 1 punkt. 

Amelka jest w tej chwili w grupie wiekowej poniżej 8 lat. Najmłodsze dziewczynki mają po 5 lat. Grały już kilka meczów i Ami mówi że to najlepszy sport na świecie :) Treningi ma na razie 2 razy w tygodniu. I deszcz czy nie deszcz nie chce żadnego opuścić. 

Sport jest w Irlandii bardzo popularny. W naszym malutkim miasteczku dzieciaki w wieku Ami mają wybór: GAA, lekka atletyka, piłka nożna, pływanie, jazda konna, łucznictwo, boks, golf w sąsiedniej wiosze jest klub rugby, w niedalekim miasteczku trójbój lekkoatletyczny i taekwondo, a w Galway to w ogóle do wyboru do koloru: oprócz wyżej wymienionych jest jeszcze gimnastyka, kolarstwo, koszykówka, wioślarstwo, żeglarstwo, karate, nurkowanie, dżudo. 

sobota, 01 czerwca 2013
Table Quiz

Czyli jedna z irlandzkich wymówek, żeby się napić a przy okazji wspomóc kogoś/coś finansowo. Nie to żeby tu ktoś szukał wymówek do napicia się :P

Table quiz (znany też jako pub quiz), w dosłownym tłumaczeniu quiz stolikowy lub pubowy. Rozrywka baaaardzo popularna na wyspach. Podobno w Wielkiej Brytanii odbywa się ich ponad 20 tysięcy rocznie! Dzieci są 'szkolone' w tym kierunku już w szkole. Jak wygląda taka zabawa? Należy sobie uzbierać czteroosobową drużynę, najlepiej żeby zawodnicy mieli szeroką wiedzę ogólną i się nawzajem uzupełniali. Jeżeli quiz jest akcją charytatywną, to zwykle składka od 'stołu' wynosi 40 euro. Pytania są bardzo różne, i z każdej dziedziny. Często też muzyczne i obrazkowe. Zadaje je prowadzący a każda drużyna zapisuje odpowiedzi i oddaje sędziemu. Pytań jest przeważnie około setki. No i oczywiście kto odpowie poprawnie na najwięcej pytań wygrywa. Proste. 

No i ja wczoraj byłam na takim quzie po raz pierwszy, choć już nie raz byłam zapraszana. Tym razem dochody były przeznaczone na szkołę Amelki, więc nie wypadało nie pójść. Poszłam z przyjaciółką i obie myślałyśmy że kogoś już sobie na miejscu do drużyny znajdziemy. A tu figa z makiem. Zostałyśmy we dwie. I brakowało nam kogoś z wiedzą serialowo/popowo/brukowcową i kogoś od sportu. W efekcie wylądowałyśmy na przedostatnim miejscu. Ale zabawa była fajna, w fajnym pubie :) I córcia dumna z mamy, że się pokazała na szkolnej imprezie. 

 

poniedziałek, 11 marca 2013
Starocie

Zobaczcie jakie fajne zdjęcia opublikowano na stronie facebook'owej naszego miasteczka. Z lat może 50-tych. Nie do poznania :) Tylko zamek ma ten sam kształt, choć nie ma już tej wspaniałej winorośli. A brama jest odbudowana. 

I jeszcze kolejne zdjęcie z zabawy w 17 pytań. Numer 2 - Ubranie w którym 'mieszkasz':

Dopasowane dżinsy, krótkie skarpetki, wygodny do karmienia t-shirt, rozpinany sweterel lub bluza, kozaki, krótka kurtka z kapturem :)

poniedziałek, 20 sierpnia 2012
Średniowiecze

Co roku pod koniec sierpnia Irlandia obchodzi Heritage Week, czyli w wolnym tłumaczeniu tydzień dziedzictwa. A w ramach tego wszystkie miasteczka o średniowiecznym rodowodzie otoczone murami obronnymi obchodzą Walled Towns Day, czyli dzień miast 'obmurowanych'. Wtedy zwykle organizowane są festiwale. Również i nasze miasteczko zamieniło się wczoraj w średniowieczne miejsce. Można było zobaczyć walczących rycerzy, różnych rzemieślników przy robocie, wejść za darmo do zamku i muzeum. Dzieci mogły zobaczyć teatrzyk z kukiełkami, najeść się przeróżnych słodyczy, uczyć strzelać z łuku i walczyć szabelką. Fajna zabawa.

Photos by Ciocia Kina

czwartek, 22 marca 2012
Będzie cieplej

Nie chodzi tu o globalne ocieplenie ani o moją nadzieję na cieplutkie lato. Nareszcie ociepliliśmy dom. Tutaj domy budowane przed 2008 rokiem najczęściej nie mają żadnej formy izolacji. Ściany są z bloczków, puste w środku, poza tym jest komin otwarty do salonu, i kratki wentylacyjne w każdym pomieszczeniu. Bywało więc tak, że przy większym wietrze (czyli prawie codziennie) wiatr hulał nam po domku :).
Zdecydowaliśmy się na najpopularniejszy tu w Irlandii sposób - cavity wall insulation. Przyszło trzech panów, każdy z wiertarą, jeden zaczął wiercić dziury z przodu domu, drugi z tyłu a trzeci na strychu. Hałas był taki, że aż się schowałam w łazience. Potem wężem pompowali pod ciśnieniem w te dziury tzw. eco beads, czyli malutkie kuleczki.

Potem musieli jeszcze załatać dziury i po sobie posprzątać i po krzyku. Zajęło im to 2 i pół godzinki. Jeśli chodzi o koszt, to nie kosztuje nas to wiele, bo dostaniemy zwrot 2/3 kosztu z programu rządowego. Bo Irlandia się teraz dość stara o zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych odkąd dostali po łapkach od Unii. Także spodziewamy się trochę cieplejszej zimy we własnym domku. Może jeszcze wymienimy otwarty kominej na żeliwny piecyk i będzie całkiem fajnie :)))

poniedziałek, 26 września 2011
Ijoijoijo

Dziś nasi znajomi z osiedla zafundowali dzieciarni darmowy spektakl. Mianowicie zapalił im się komin od środka i musieli wezwać straż pożarną. Piękny czerwony wóz strażacki, wąż, czterech panów strażaków, którzy pozwolili dzieciakom lać wodę z węża a potem sami ich pryskali. Normalnie zrobił się z tego wszystkiego śmigus dyngus we wrześniu :) Natek skwitował to wszystko jednym Ijoijoijo! Odjechali z hałasem, wyjąc syreną na pokaz ku uciesze maluchów :)

Ale tak na poważnie, to pożary kominów są plagą w Irlandii. Ludzie nagminnie nie wzywają kominiarzy. A powinno się dwa razy w roku jeśli regularnie pali się w kominku. Niby nic bardzo niebezpiecznego, ale dom pozostaje zadymiony i zalany, a z kieszeni wylatuje 200 euro opłaty dla strażaków. Kominiarz tyle nie kosztuje. Wpis ku przestrodze, także dla nas, bo choć w kominku palimy od wielkiego dzwonu, to kominiarza u nas jeszcze nie było...

poniedziałek, 12 września 2011
Family Day w bazie wojskowej

Jeden z kumpli J. z klubu łuczniczego jest żołnierzem. Jako, że w jego rodzinie nie ma małych dzieci zaprosił nas do bazy wojskowej w Galway na coś w rodzaju pikniku rodzinnego. Pokazy broni, spuszczania się na linach z budynków, robota do rozbrajania bomb. Można było sobie postrzelać z łuku, obejrzeć muzeum. Miał być też helikopter i bouncy castle, ale Katia, która do nas dotarła z Ameryki nie pozwoliła. Było też malowanie twarzy i lunch (nie wiem czemu, ale podświadomie spodziewałam się grochówki). Dzieciaki były zachwycone. Natkowi najbardziej podobały się różne karabiny, bo miały dużo różnych pokręteł do kręcenia i guzików do naciskania. Zachwycił się też maskotkami - Dorą, Myszką Miki i Bobem Budowniczym. Tańczył z nimi i dawał 'piątkę' :) Amelka jak zawsze chciała być pomalowana, nazbierała różnych balonów, a z takich bardziej wojskowych rzeczy nic jej jakoś specjalnie nie interesowało. Także było fajnie, ale na pewno byłoby lepiej gdyby pogoda bardziej dopisała.

 
1 , 2 , 3 , 4