Lilypie Kids Birthday tickers Lilypie Kids Birthday tickers Lilypie Kids Birthday tickers Lilypie Second Birthday tickers
Kategorie: Wszystkie | Ciuchy | Hobbies | Irlandia | Mamine | Music | Podróże | Praca | Przepisy | Recenzje | Sport | Zdrowie
RSS
poniedziałek, 18 maja 2015
Żałoba

Długo tu nic nie pisałam. Nie miałam serca do pisania. W lutym straciliśmy dzidziusia. Na jednej wizycie biło serduszko na drugiej nie było już nic. I wiem, że to co czwarta ciąża się tak kończy, wiem. Wiedza nie pomaga. Smutek pozostaje na zawsze. Na co dzień schowany głęboko, ale czasem powraca. 

A życie toczy się dalej. Miałam kilka tygodni zwolnienia, potem wróciłam do pracy. Pozostałe dzieci rosną, mądrzeją, uczą się. Zielona wyspa powoli podnosi się z recesji. Powstało kilka nowych robótek ręcznych: kocyk dla zmarłego noworodka i ponczo dla Amelki. Pokażę przy okazji. 

Mam nadzieję, że ktoś jeszcze zajrzy czasem tutaj. Postaram się więcej pisać. 

wtorek, 24 marca 2015
Mały Gaeiligeoir

 Gaeilgeoir czyli "Mówiący po Celtycku". Otóż parę tygodni temu Irlandia obchodziła Seachtain na gaeilge, czyli "Tydzień Irlandzki", w którym to kraj podjął szczególne starania by mówić w języku przodków. W szkole naszych dzieci również. Poranny apel i modlitwy były po celtycku, zadania domowe w większej proporcji również. Dzieci były też zachęcane by mówić po irlandzku na przerwach. Na koniec jedno dziecko w każdej klasie dostało certyfikat na najlepszego Gaeilgeoir'a i wyobraźcie sobie Natul dostał :) Przyjął to bardzo nonszalancko. Za to jego siostra nie potrafiła ukryć lekkiej zazdrości. Ale przyznać muszę, że też jej nauka języka bardzo dobrze idzie. Oby nie okazało się, że lepiej śmiga po celtycku niż po polsku :P

piątek, 06 lutego 2015
Zmiana pierwsza i irracjonalny strach przed biurokracją

Pierwsza z wspomnianych zmian została wprowadzona w życie. A mianowicie musiałam się pożegnać z moją Suzie i zaprzyjaźnić się z nowym autem. Suzie służyła dobrze, ale już dawno z niej wyrośliśmy. Nadeszła pora na siedmioosobówkę. Nabyliśmy Citroena. Oby służył. Jedno nieudogodnienie z tym związane było takie, że był to import z Wielkiej Brytanii. Należało więc zapłacić odpowiedni podatek (VRT) i go przejerestrować. Naturalnie towarzyszą temu pewne zasady. Na przykład że należy to uczynić w ciągu 7 dni od sprowadzenia samochodu, a ten był przywieziony w grudniu. Poza tym trzeba niby mieć dowód na to kiedy to było. My nie mieliśmy nic. Koleś, który je sprowadził mowił, że nie ma co się bać, bo to ja im będę płacić, więc nie będą się czepiać. No ale lata przeżyte w Polsce i doświadczenie tamtejszej biurokracji zrobiły swoje i się bałam, że się przyczepią. No ale nawet nikt okiem nie mrugnął. Jak tu się łatwo żyje!

Dzieci z nowego autka ucieszyły się bardzo. Oboje starsi chcą teraz zawsze siedzieć w bagażniku. A najlepsza według nich część auta to okno w dachu :)

Oto Pikuś:

wtorek, 03 lutego 2015
Spienione fale

Tak wygląda kąpiel, gdy dwuipółlatek wleje do niej pół butelki płynu do kąpieli. Nawet nie miałam jak się na niego gniewać, taką chłopcy mieli zabawę i kupę radości. A widok jaki! :D

 

piątek, 30 stycznia 2015
Powracam razem z wiosną

A oto dowód (na wiosnę nie na mój powrót):

W czasie mojej tu nieobecności trochę się u nas działo. Były Święta Bożego Narodzenia, Wigilia, na którą udało się znowu wymodzić 12 potraw, wszystkie ręcznie robione, nawet uszka i pierogi (dzięki kochanej Cioci), i na którą też dołączył do nas czcigodny Ojciec Chrzestny Tośka (któremu chyba niewiele smakowało z tradycyjnych polskich wigilijnych potraw, ale nie dał tego po sobie poznać), były trafione prezenty pod choinką. 

Potem była podróż do Polski, zachwyt (co poniektórych) śniegiem, łyżwy, sanki, kolejne prezenty, jedzenie i jeszcze raz jedzenie. 

Sylwester we Wrocławiu, ale nie na rynku z gwiazdami, ale u przyjaciół na 'domówce'. 

Aha i jeszcze nowe krasnale wrocławskie:

Ciastuś i Amorinek

Potem powrót do Irlandii pod wiatr i bardzo rozchwiane lądowanie. 

A tymczasem na Zielonej Wyspie szykują się zmiany. Ale o tym potem.

środa, 24 grudnia 2014
Wesołych Świąt!!!

Chciałabym Wam wszystkim życzyć wesołych, dobrze przeżytych i zdrowych Świąt Bożego Narodzenia, dobrych dwunastu potraw i odpoczynku od codzienności!

A w prezencie kolęda:

piątek, 05 grudnia 2014
Światełka

Coraz bardziej świątecznie robi się dookoła. Nie będę wspominać sklepów, które w zasadzie zmieniły wystrój na bożonarodzeniowy zaraz po halloween, ale i miasta i miasteczka i wiele domów jest już odzdobionych. W Galway światełka zabłysnęły już dwa tygodnie temu, a wczoraj w naszym miasteczku. Jak co roku Amelki szkolna orkiestra zapewniła stronę muzyczną imprezy. Pogoda dopisała, nadal jest dość ładnie i ciepło jak na grudzień. 

A dziś Ami pojechała ze starszymi klasami (od 3ciej w zwyż) na festiwal chóralny do Dublina - Hallelujah Choir Festival. Od września dziecko nie przestawało śpiewać - piosenki od kolęd począwszy, poprzez rodzinę Adamsów, skrzypka na dachu na Bon Jovi i ELO skończywszy. :) Mam nadzieję, że im dobrze pójdzie dziś wieczorem!

wtorek, 02 grudnia 2014
Adwent z opóźnieniem

Tym razem nie mamy wieńca adwentowego, lecz innego typu aranżację adwentową. Zrobioną przez Męża. Deseczka, gwoździe, świeczki z Lidla, świerk z lasu i ostrokrzew z osiedla :)

A kalendarz adwentowy ten sam co od kilku lat. Wypełniony karteczkami z instrukcjami gdzie znaleźć kolejną zabawkę z kalendarza adwentowego Playmobila.

sobota, 29 listopada 2014
Wiosna w powietrzu czyli wybryki natury

Pogoda w Irlandii po raz kolejny mnie zadziwia. Najpierw lato było piękne i długie, potem złota jesień a teraz zamiast zimy idzie wiosna!? Pojawiły się pąki na drzewach, jeżyni kwitną a mlecze puściły świeże listki. A w Walii podobno  żaby składają jajka. Wszystko to pewnie niestety skończy pod lodem albo śniegiem, ale ja nie narzekam. Wolę taką pogodę od ziiiiiimna. 

środa, 26 listopada 2014
Kocyk dla aniołka

Nie wiem czy mam rację, ale wydaje mi się, że dzieci, które odeszły nazywa się aniołkami? W każdym razie zrobiłam kocyk dla jednego z nich. Jest to jedna z akcji organizowanych przez fundację charytatywną Féileacáin (po irlandzku motyle), której celem jest pomoc rodzicom dotkniętym utratą dziecka w czasie ciąży lub zaraz po narodzinach. Kocyk jest po to żeby dzieciątko owinąć w czasie pogrzebu. Fundacja dostarcza białą włóczkę a ochotnicy dziergają kocyki. Mój wygląda tak: