Lilypie Kids Birthday tickers Lilypie Kids Birthday tickers Lilypie Kids Birthday tickers Lilypie Second Birthday tickers
Kategorie: Wszystkie | Ciuchy | Hobbies | Irlandia | Mamine | Music | Podróże | Praca | Przepisy | Recenzje | Sport | Zdrowie
RSS
piątek, 19 czerwca 2015
Znaleziska przyrodnicze

Większość naszych spacerów i wypraw kończy się znalezieniem jakiegoś trofeum. Czasem jest to po prostu patyk, listek albo kamień, nie koniecznie warte dokumentacji. A czasem coś naprawdę ładnego i fajnego. Niektórych nie da się zabrać a niektóre kończą na półce w domu (albo w samochodzie - obecnie wożę całą stertę morskich otoczaków). 

Mini krab, ususzony

Krokusy w cudnych kolorach

Zbieranina muszelek z lokalnej plaży (mamy ich kilka słoików)

Pierwiosnek

Gniazdo, które Amelka znalazła puste pod drzewem

I na koniec skamieliny wygrzebane przez Męża na budowie w Cavan

sobota, 13 czerwca 2015
Conamara czyli dziki zachód

Connemara (irl. Conamara) to region na zachodzie hrabstwa Galway. Przy brzydkiej pogodzie jest jak brzydkie kaczątko - szare, smutne i mokre. Lepiej tam wtedy nie jechać bo można dostać depresji. Ale przy ładnej pogodzie zamienia się w łabędzia :) W poniedziałek Wielkanocny było tam cudnie. Zresztą ocenicie sami na zdjęciach. osiek jest już raczej zreformowany co do jeżdżenia autem niż kiedyś, więc można z nim jechać na koniec świata. Plan dnia był taki, że pojechaliśmy na znajomą farmę zobaczyć nowonarodzone owieczki. Potem w góry (gdzie jedliśmy jagnięcinę! otoczeni przez owieczki, które pewnie nas posądziły o kanibalizm) nad jezioro i nad ocean na koniec. Pogoda była bardziej letnia niż obecnie. Nad jeziorem Theo dwa razy skąpał się w wodzie jak przystało na lany poniedziałek :) 


poniedziałek, 08 czerwca 2015
Prosty, pyszny i piękny! deser

Czasami nie obejdzie się bez łapówki, gdy się chce do czegoś skłonić dzieci. Nie pamiętam już o co chodziło, ale pamiętam co wymyślił J. by wypłacić tę łapówkę :) Kupiliśmy bezowe gniazdka, jagody i truskawki oraz śmietanę do ubicia. W domu była nutella i biszkopty. I wyszło coś takiego:

czwartek, 28 maja 2015
Kocica

Dawno nie pisałam o naszej Phoebe. Jest z nami już rok! Zleciało. Urosła, utyła, wisi jej pod brzuszkiem poduszeczka, mimo że je prawie wyłącznie suchą karmę dobrej jakości. Ale ruchu ma mało, bo jest leń! Jak to kot nie lubi jak się ją bierze na ręce. Musi sama przyjść na pieszczoty. A najchętniej przychodzi z samego rana. Jak tylko zadzwoni budzik to skrobie w drzwi i miauczy. A to miauczenie zadziwiająco brzmi jak 'Maajaaa, majaaaa'. :) Czasem też do mnie przychodzi jak usiądę sama na kanapie. Jak usłyszy otwieranie lodówki to przybiega żebrać. Ale nie zje byle tam czego. Najlepszy jest surowy kurczaczek, drobno pokrojony. Lubi się bawić z każdym, jak tylko ją dana zabawka zainteresuje. Jak przyjdzie ktoś nowy to obwąchuje go jak pies. Uwielbia drapać balustradę od schodów, mimo że ma swój drapak. Dlatego też przechodzi regularny manicure, czego nie znosi. A oto i ona:

wtorek, 26 maja 2015
Orienteering od kuchni

Jakiś czas temu prezes naszego klubu biegów na orientację, poprosił mnie żebym zorganizowała zawody. To był pierwszy raz dla mnie, no i dla Amelki, która mi dzielnie pomagała. Miałam niezłą tremę, bo znaleźć punkty w terenie to jedno, a prawidłowo je ustawić to już zupełnie wyższa szkoła jazdy. Pogoda była z rodzaju okropnych, wiatr i deszcz. Moja ulubiona mieszanka. Miejsce piękne, Barna Woods. Las jak z bajki. I wszystko się dobrze udało, nikt nie zaginął, nikt nie narzekał. My zamarzłyśmy, bo po ustawieniu trasy trzeba było obsłużyć start i metę, pobrać pieniążki, zapisać czasy startu i mety. A potem zebrać punkty kontrolne. Ale podobało nam się. A w zeszłym tygodniu zrobiłyśmy zawody dla lokalnych harcerzy. Myślę że nasz klub może zyska nowych zawodników w przyszłości!

piątek, 22 maja 2015
Zmiana druga

Czas już wspomnieć o drugiej zmianie jaka nas czeka. Mianowicie będziemy się przeprowadzać. Na razie czekamy aż dom się zbuduje. Będzie wyglądać tak: 

Wreszcie będzie trochę więcej miejsca :) 4 sypialnie, większa kuchnia. Ogródek mniej więcej bez zmian. Ale od razu będzie porządnie ocieplony. W tej chwili zbudowany jest już do dachu. Czekamy na okna, dachówki, a potem to już tylko wnętrza :)

środa, 20 maja 2015
Jego Książęca Mość

Wczoraj odwiedzili Galway Książe Karol z Księżną Kamilą. Wpadli też na mój uniwersytet. Nie poszłam ich pooglądać, bo nie lubię tłumów, ani tam za celebrytami nie szaleję. Ale fajnie, że czasem coś ciekawego się dzieje w naszym niedużym mieście. Przylecieli do Shannon, z tamtąd helikopterem do Galway. Odwiedzili kilka miejsc, posadzili drzewo na uniwersytecie, popróbowali lokalnych smakołyków, zjedli obiad z prezydentem (który stąd pochodzi), a dziś bodajże polecieli do Sligo. 

Sadzenie drzewa

Lokalny fast food :)

The Burren

poniedziałek, 18 maja 2015
Żałoba

Długo tu nic nie pisałam. Nie miałam serca do pisania. W lutym straciliśmy dzidziusia. Na jednej wizycie biło serduszko na drugiej nie było już nic. I wiem, że to co czwarta ciąża się tak kończy, wiem. Wiedza nie pomaga. Smutek pozostaje na zawsze. Na co dzień schowany głęboko, ale czasem powraca. 

A życie toczy się dalej. Miałam kilka tygodni zwolnienia, potem wróciłam do pracy. Pozostałe dzieci rosną, mądrzeją, uczą się. Zielona wyspa powoli podnosi się z recesji. Powstało kilka nowych robótek ręcznych: kocyk dla zmarłego noworodka i ponczo dla Amelki. Pokażę przy okazji. 

Mam nadzieję, że ktoś jeszcze zajrzy czasem tutaj. Postaram się więcej pisać. 

wtorek, 24 marca 2015
Mały Gaeiligeoir

 Gaeilgeoir czyli "Mówiący po Celtycku". Otóż parę tygodni temu Irlandia obchodziła Seachtain na gaeilge, czyli "Tydzień Irlandzki", w którym to kraj podjął szczególne starania by mówić w języku przodków. W szkole naszych dzieci również. Poranny apel i modlitwy były po celtycku, zadania domowe w większej proporcji również. Dzieci były też zachęcane by mówić po irlandzku na przerwach. Na koniec jedno dziecko w każdej klasie dostało certyfikat na najlepszego Gaeilgeoir'a i wyobraźcie sobie Natul dostał :) Przyjął to bardzo nonszalancko. Za to jego siostra nie potrafiła ukryć lekkiej zazdrości. Ale przyznać muszę, że też jej nauka języka bardzo dobrze idzie. Oby nie okazało się, że lepiej śmiga po celtycku niż po polsku :P

piątek, 06 lutego 2015
Zmiana pierwsza i irracjonalny strach przed biurokracją

Pierwsza z wspomnianych zmian została wprowadzona w życie. A mianowicie musiałam się pożegnać z moją Suzie i zaprzyjaźnić się z nowym autem. Suzie służyła dobrze, ale już dawno z niej wyrośliśmy. Nadeszła pora na siedmioosobówkę. Nabyliśmy Citroena. Oby służył. Jedno nieudogodnienie z tym związane było takie, że był to import z Wielkiej Brytanii. Należało więc zapłacić odpowiedni podatek (VRT) i go przejerestrować. Naturalnie towarzyszą temu pewne zasady. Na przykład że należy to uczynić w ciągu 7 dni od sprowadzenia samochodu, a ten był przywieziony w grudniu. Poza tym trzeba niby mieć dowód na to kiedy to było. My nie mieliśmy nic. Koleś, który je sprowadził mowił, że nie ma co się bać, bo to ja im będę płacić, więc nie będą się czepiać. No ale lata przeżyte w Polsce i doświadczenie tamtejszej biurokracji zrobiły swoje i się bałam, że się przyczepią. No ale nawet nikt okiem nie mrugnął. Jak tu się łatwo żyje!

Dzieci z nowego autka ucieszyły się bardzo. Oboje starsi chcą teraz zawsze siedzieć w bagażniku. A najlepsza według nich część auta to okno w dachu :)

Oto Pikuś: