| < Grudzień 2014 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Visit Maja D's profile on Pinterest. Lilypie Kids Birthday tickers Lilypie Kids Birthday tickers Lilypie Third Birthday tickers
Kategorie: Wszystkie | Ciuchy | Hobbies | Irlandia | Mamine | Music | Podróże | Praca | Przepisy | Recenzje | Sport | Zdrowie
RSS
piątek, 05 grudnia 2014
Światełka

Coraz bardziej świątecznie robi się dookoła. Nie będę wspominać sklepów, które w zasadzie zmieniły wystrój na bożonarodzeniowy zaraz po halloween, ale i miasta i miasteczka i wiele domów jest już odzdobionych. W Galway światełka zabłysnęły już dwa tygodnie temu, a wczoraj w naszym miasteczku. Jak co roku Amelki szkolna orkiestra zapewniła stronę muzyczną imprezy. Pogoda dopisała, nadal jest dość ładnie i ciepło jak na grudzień. 

A dziś Ami pojechała ze starszymi klasami (od 3ciej w zwyż) na festiwal chóralny do Dublina - Hallelujah Choir Festival. Od września dziecko nie przestawało śpiewać - piosenki od kolęd począwszy, poprzez rodzinę Adamsów, skrzypka na dachu na Bon Jovi i ELO skończywszy. :) Mam nadzieję, że im dobrze pójdzie dziś wieczorem!

wtorek, 02 grudnia 2014
Adwent z opóźnieniem

Tym razem nie mamy wieńca adwentowego, lecz innego typu aranżację adwentową. Zrobioną przez Męża. Deseczka, gwoździe, świeczki z Lidla, świerk z lasu i ostrokrzew z osiedla :)

A kalendarz adwentowy ten sam co od kilku lat. Wypełniony karteczkami z instrukcjami gdzie znaleźć kolejną zabawkę z kalendarza adwentowego Playmobila.

sobota, 29 listopada 2014
Wiosna w powietrzu czyli wybryki natury

Pogoda w Irlandii po raz kolejny mnie zadziwia. Najpierw lato było piękne i długie, potem złota jesień a teraz zamiast zimy idzie wiosna!? Pojawiły się pąki na drzewach, jeżyni kwitną a mlecze puściły świeże listki. A w Walii podobno  żaby składają jajka. Wszystko to pewnie niestety skończy pod lodem albo śniegiem, ale ja nie narzekam. Wolę taką pogodę od ziiiiiimna. 

środa, 26 listopada 2014
Kocyk dla aniołka

Nie wiem czy mam rację, ale wydaje mi się, że dzieci, które odeszły nazywa się aniołkami? W każdym razie zrobiłam kocyk dla jednego z nich. Jest to jedna z akcji organizowanych przez fundację charytatywną Féileacáin (po irlandzku motyle), której celem jest pomoc rodzicom dotkniętym utratą dziecka w czasie ciąży lub zaraz po narodzinach. Kocyk jest po to żeby dzieciątko owinąć w czasie pogrzebu. Fundacja dostarcza białą włóczkę a ochotnicy dziergają kocyki. Mój wygląda tak:

 

wtorek, 11 listopada 2014
Muzyka potrzebna do życia

W domu nie mieliśmy dużo muzyki. Radio raczej nie grało, gramofon co prawda miałam jako dziecko, ale nie pamiętam żebym go dużo używała. Mój tato zawsze mówił, że mu słoń na ucho nadepnął i zawsze myślałam, że mi też. W 3ciej klasie podstawówki zaczęliśmy się obowiązkowo uczyć gry na flecie w szkole. Moja mama mówi, że się wtety zawzięłam i nauczyłam na tyle żeby być jedną z najlepszych w klasie. Ale tyle było u mnie edukacji muzycznej. Później jako nastolatka już muzyka była na porządku dziennym. Kupowanie kaset, potem płyt... Pearl Jam, The Doors, Pink Floyd, Metallica, Nirvana, i tak dalej. Na 18ste urodziny zażyczyłam sobie gitarę z zamiarem nauki gry, ale zapał przeszedł. Teraz dalej lubię słuchać muzyki, ale już mogę bez niej żyć. Ale za to teraz nie jest mi dane bez niej żyć. Instrumentów w domu jest od groma. Kilka skrzypiec, altówka, wiolonczela, flet, flażolet, akordeon, organy, bongo, ukulele, gitara, klawy i pewnie jeszcze o czymś zapomniałam. Tylko fortepianu i trąby brakuje! Także co dzień towarzyszy mi jakieś tam rzępolenie :) Ami uczy się grać na altówce i flażolecie ale umie już zagrać prawie na wszystkim na czym spróbuje. Natek uczy się wiolonczeli, ale marzy mu się gitara. A Tosiek jak zobaczy, że wyciągam wiolonczelę to też chce sobie pograć. Nasi biedni sąsiedzi!!!


piątek, 31 października 2014
Jack-o lantern

Chciałam w tym roku trochę inaczej wyciąć dynię. Podpatrzyłam gdzieś w czasopiśmie wycięte domki i odgapiłam. Ciasto dyniowe upiekła Ciocia, już połowy nie ma. Cukierki rozdane, buzie umyte z farbek do twarzy. W tym roku Ami była czarownicą, Natek piratem a Tosiek dynią :)

A z drugiej strony uśmiech :)

środa, 22 października 2014
Mali orientaliści

Tydzień temu zabrałam starsze dzieci na biegi na orientację. Nie były to typowe zawody (co podpasowało Amelce bo nie musiała się bać, że przegra), tylko impreza wprowadzająca dla nowych zawodników. Były zapewnione dwie trasy, dłuższa i krótsza, mapy, karty startowe. Udało nam się ukończyć całą 3 kilometrową trasę. Pod koniec Natuś zaczął trochę już marudzić, że woli iść na plac zabaw, ale ogólnie bardzo im się podobało. W sobotę jest kolejna imprezka, jeszcze bliżej nas. Niestety pogoda już na pewno nie będzie letnia jak w zeszłym tygodniu, bo zawitała do nas w końcu prawdziwa jesień, ale i tak będzie fajnie!

środa, 15 października 2014
Przeszczep

Pamiętacie przejścia naszych dzieci z chorobami uszu? No więc nastąpił ciąg dalszy. Nie wiem czy wspomniałam, że po założeniu drenu w uchu Amelce pozostała pewna pamiątka. Dziurka w błonie bębenkowej nigdy się nie zarosła. Podobno zdarza się to u 1% pacjentów i powoduje częste zapalenie ucha i ubytek słuchu. Teraz akurat Ami jest w wieku dobrym na naprawę błony. Wyrosła już z częstych zapaleń ucha a jest jeszcze na tyle młoda, że przeszczep ma większą szansę na przyjęcie. Zabieg (tympanoplastyka) odbył się dwa tygodnie temu. Polegał na tym, że wycięli kawałek powięzi (czyli błony pokrywającej mięsień) z mięśnia skroniowego i "przykleili" do błony bębenkowej. Oprócz oczywistego 'interesu' jaki mam w co do tej operacji - żeby Amelce pomogła, mam też interes zawodowy - bo u nas w pracy właśnie nad podobnymi rzeczami pracują studenci i docenci.

Czy zabieg się udał okaże się za kilka tygodni, ale po pierwszej kontroli pan doktor był zadowolony. Cieszę się, że to ten sam doktor co wcześniej Natkowi robił dreny, bo już go znamy i wydaje nam się solidny. I w tym miejscu jeszcze raz się muszę zachwycić prywatnym szpitalem. Mogłabym tam na jakiś czas zamieszkać :)

 

środa, 08 października 2014
Niespodzianka

Nie mówiąc nic moim rodzicom, że będę w Polsce, pojawiłam się w sobotę na ich progu! Ale mieli miny! Ukochany mąż, dzieci i ciocia puścili mnie samą na 3 dni. Główny cel to były badania i odbiór dowodu osobistego, ale były również urodziny Mamusi i spotkanie mojej klasy z liceum 15 lat po maturze. Także mnóstwo atrakcji! Na owo spotkanie przyszło aż 20 osób i jedna nauczycielka. Było bardzo fajnie. Okazało się, że niektórzy po tylu latach wcale się nie zmienili ani z wyglądu ani z charakteru. Jak to powiedziała nasza 'pani profesor' wciąż jesteśmy piękni i młodzi. :)

Było i co nieco zwiedzania. Tata zabrał mnie na taras widokowy na Sky Tower, najwyższym i w zasadzie jedynym wieżowcu Wrocławia. Taras jest na wysokości 200m. Widok wspaniały, choć akurat tego dnia horyzont był trochę przymglony. Czasem podobno widać nawet Karkonosze. 

A na koniec kolejny wrocławski krasnal, Czajczyński:



czwartek, 02 października 2014
Właśnie przyszła jesień...

Tak, właśnie teraz, pod wieczór. Jeszcze dzień był całkiem letni, na krótki rękawek. Ale lato, szczególnie u nas, nie mogło trwać wiecznie. Pewne znaki jesieni są już z nami od jakiegoś czasu: jeżyny, kasztany, kolorowe liście. A teraz i aura się poddała. Synoptycy straszą wiatrami i deszczem na co najmniej tydzień. Czas się zaopatrzyć w torf i drewno do kozy. I świeczki :)

 

 

 

 

 

A na koniec czekoladowy Tosiek!

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 73