| < Wrzesień 2014 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          
Visit Maja D's profile on Pinterest. Lilypie Kids Birthday tickers Lilypie Kids Birthday tickers Lilypie Second Birthday tickers
Kategorie: Wszystkie | Ciuchy | Hobbies | Irlandia | Mamine | Music | Podróże | Praca | Przepisy | Recenzje | Sport | Zdrowie
RSS
niedziela, 14 września 2014
Salvadore Dali

W jedyny deszczowy dzień naszych wakacji wybraliśmy się do Figueres. Tam się urodził Salvadore Dali i tam jest jego muzeum z bogatą kolekcją jego dzieł. Żeby w ogóle dostać się do środka musiałam stać w kolejce półtorej godziny. A jak już weszliśmy do środka to dzieciom nie chciało się zwiedzać. Dzieci i muzea to jednak nie jest dobry pomysł. No ale z tego co widzieliśmy to było ciekawe i polecam odwiedziny. Ale trzeba mieć na to co najmniej kilka godzin.

środa, 10 września 2014
Dwuletni Tosiek

Trochę spóźniony wpis, ale lepiej późno niż wcale. Dwa dni temu Teoś skończył dwa lata! Jakimś magicznym sposobem z niemowlaka przeobraził się w chłopca. Biegającego, gadającego i psocącego na każdym kroku. Z całej naszej trójki ma najwięcej do powiedzenia. Potrafi być najgrzeczniejszym i najweselszym dzieckiem na świecie, ale za pięć minut zmienia bieguny i mam ochotę uciekać z krzykiem :P Wiercić dziurę w brzuchu też potrafi. Komunikuje się już całkiem sprawnie, w obu językach, choć taka jak i starsze rodzeństwo woli angielski. Moje ulubione słowa w wykonaniu Tośka to dirti (dirty - brudne), tato, czyli traktor (na tatę mówi daddy) i hehom, czyli telefon. Brata i siostrę uwielbia, często w chwili kryzysu woli się do nich przytulić niż do mnie. Kocha kąpiele, i wodę w ogóle. Często więc w związku z tym musimy likwidować w domu małe powodzie. Śpi teraz jak złoto. Jak sobie przypomnę pierwszy rok z jego życia to aż się wierzyć nie chce że to to samo dziecko. Zasypia o dwudziestej i wstaje o dziewiątej. Oprócz tego ma dwugodzinną drzemkę. Śpioch jednym słowem. Bardo lubi zwierzęta i małe i duże. Naszą Phoebe to co najmniej raz dziennie musi wyściskać i wycałować. Lubi też wszelkie pojazdy i maszyny. Jak to każdy chłopak zresztą. 

A oto i on na swoim małym przyjęciu urodzinowym (Torta zawdzięczamy kochanej Cioci):

środa, 03 września 2014
Cadaques

Szczególnie ładnym miejscem jakie udało nam się odwiedzić w czasie pobytu w Hiszpanii, było Cadaques. Kiedyś wioska rybacka, teraz oprócz rybaków jest tam mnóstwo artystów i oczywiście turystów :) Piękna zatoka, dookoła góry, wąskie uliczki i ciekawe sklepiki i knajpki.

 

poniedziałek, 01 września 2014
Hej ho, hej ho, do szkoły by się szło!

Większość szkół rozpoczęła działalność już w czwartek, a nasza z jakiegoś powodu dopiero dzisiaj. Tak jest lepiej oczywiście. Kto to widział iść do szkoły w sierpniu! 

Amelka nie mogła się doczekać na powrót do szkoły już od dawna. Trochę jej było smutno, bo rozdzielili klasę i część dziewczynek z trzeciej klasy Amelki będzie z czwartą, i akurat jej najlepsza przyjaciółka z nią nię będzie. No ale trudno. Wychowawczynię ma tą samą co cztery lata temu. 

Natek nie był jakoś specjalnie podeekscytowany. Pewnie myślał, że szkoła to to samo co Montessori. I właściwie na początek to jest tak samo, z różnicą mundurka. Jego najlepszy kumpel z przedszkola niestety jest w innej klasie.

Także dziś rano dzieci poszły do szkoły pięknie ubrane w mundurki (jak zobaczyłam Natusia tak wystrojonego to mi się łza w oku zakręciła!) i obładowane (Amelka) książkami i zeszytami. Natek wczoraj obejrzał kilka książek i stwierdził, że nic ciekawego w nich nie ma!


sobota, 30 sierpnia 2014
Roses

No i już po wakacjach :( Nie tylko tych szkolnych ale i pracowych. Tym razem wybraliśmy się znów do Katalonii, do Roses. Nad morzem Śródziemnym, blisko granicy z Francją. Miasteczko świetne! Nawet spore, z pięknymi plażami, zabytkami i super restauracjami. Przez tydzień nie słyszeliśmy języka polskiego ani angielskiego. Tylko francuski, kataloński i hiszpański. I muszę się tu pochwalić, że moja nauka hiszpańskiego zdała egzamin. Mogłam się dogadać łamaną hiszpańszczyzną :P

Byliśmy w szóstkę, razem z kochaną Ciocią Liną (jak to Tosiek ją woła). Wynajęliśmy mieszkanie nad kanałem (Roses to prawie jak Wenecja :P), 15 minut od plaży spacerkiem. Jedynym minusem były komary. Za to mogliśmy z balkonu oglądać przepływające łodzie!

Widok z balkonu nocą

Cytadela

Pyszna fideua (Paella z makaronem zamiast ryżu)

Kropki na czole to komarowe ślady!

Katamaran, na którym starsze dzieci z tatą sobie popływali

piątek, 15 sierpnia 2014
Przybłęda

Wczoraj późnym wieczorem przyplątał się do nas pies. Śledził Ciocię od pociągu do domu jak wracała późnym wieczorem do domu. I pod tym domem został. Znalazł tylne wejście do ogródka i tam spał. Rano o mało nie dostałam zawału jak odsłoniłam okno, bo na nie skoczył :) Ładny piesek, młodziutki, czarny, labradoropodobny. Od rana prowadzimy kampanię internetową w poszukiwaniu właściciela. Oddzwonił do nas facet od zagubionych psów z urzędu hrabstwa, że chyba ma właściciela, ale jeszcze nie przyjechali. Nie wiem czemu akurat nas sobie upodobał, ale widocznie dobrze nam z oczu patrzy :) Tylko kot biedaczysko się zestresował :)

poniedziałek, 11 sierpnia 2014
Góry Wicklow

Gwoździem programu naszego weekendu we dwoje była piesza wycieczka w górach Wicklow. Z samego rana opuściliśmy hotel i pojechaliśmy go Glendalough (z irlandzkiego: dolina górska dwóch jezior). Jest to dolina polodowcowa w niewysokich, bardzo ładnych górach. Oprócz krajobrazów jest też tam kilka obiektów o wartości historycznej. W siódmym wieku do Glendalough przybył św. Kevin z grupą mnichów i założyli klasztor. W tej chwili z klasztoru pozostały już niestety tylko ruiny, ale za to jakie ładne ruiny. Jest zabytkowa brama, typowa średniowieczna irlandzka okrągła wieża, katedra, dom księży, cmentarz i pięć kościołów. Kilka kilometrów dalej są kolejne ruinki: miejsce po celi św. Kevina, kościół Reefeert, kopalnia ołowiu i wioska górników. 

Jeszcze w hotelu okazało się, że pakowałam walizkę chyba przez sen bo nie spakowałam żadnych skarpetek. I jak iść w góry na boso? J. zachował zimną krew i mówił, że na pewno coś się znajdzie. Jak przyjechaliśmy do Glendalough to okazało się, że oprócz hotelu, informacji turystycznej i kilku domów to tam nic nie ma, ale na moje szczęście akurat jakiś pan otwierał stragan z pamiątkami, który w asortymencie miał tradycyjne, robione na drutach irlandzkie skarpety. Uratował mi życie!

Wycieczkę rozpoczęliśmy od dużego śniadania, full Irish, oczywiście. Po takim śniadaniu nie trzeba już nosić ze sobą prowiantu bo starcza do kolacji :) Pogodę mieliśmy piękną, temperatura w sam raz, deszcz nas złapał tylko dwa razy ;

A po drodze do Glendalough wstąpiliśmy jeszcze do Hollywood :)

piątek, 08 sierpnia 2014
Dekada

Dziesięć lat minęło jaaaak jeeeeden dzieeeeń! Szczęśliwej rocznicy Mężu. Oby było dalej tak fajnie :)

Uciekamy na weekend we dwoje! Pa!

wtorek, 29 lipca 2014
Dublin zoo

Wymknęliśmy się ostatnio ze starszymi dziećmi na wycieczkę do dublińskiego Zoo. Szczerze mówiąc myślałam sobie, że pewnie nie jest za ciekawe, że małe i że do wrocławskiego się nie umywa. No i spotkała mnie niespodzianka. Jest duże, ładnie utrzymane i ma sporo różnych zwierząt. Najlepsze jest to, że mają ogromne wybiegi i całe zoo jest podzielone na obszary takie jak niziny afrykańskie, lasy deszczowe, lasy azjatyckie, arktyka, farma, itp. Oprócz zwierząt są też liczne place zabaw i restauracje, więc można tam spokojnie spędzic cały dzień. My byliśmy 4 godziny, a zwiedzaliśmy dosyć szybko. 

Wkleję poniżej kilka zdjęć, ale nie własnych, lecz ze strony Dublin Zoo, bo moje nie wyszły za ciekawe. 

All pictures are credited to Dublin ZOO.

środa, 16 lipca 2014
Yellow airplane

Przy okazji bytności w Dublinie J. poszedł na kolejną lekcją latania a ja sobie mogłam popatrzeć jak ćwiczy start i lądowanie :) Na lotnisku Weston jest bardzo przyjemna restauracja z widokiem na płytę lotniska. :) Jedno wiem, ja raczej nigdy nie wsiądę do takiej zabaweczki!

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 72