| < Marzec 2015 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Visit Maja D's profile on Pinterest. Lilypie Kids Birthday tickers Lilypie Kids Birthday tickers Lilypie Third Birthday tickers
Kategorie: Wszystkie | Ciuchy | Hobbies | Irlandia | Mamine | Music | Podróże | Praca | Przepisy | Recenzje | Sport | Zdrowie
RSS
wtorek, 24 marca 2015
Mały Gaeiligeoir

 Gaeilgeoir czyli "Mówiący po Celtycku". Otóż parę tygodni temu Irlandia obchodziła Seachtain na gaeilge, czyli "Tydzień Irlandzki", w którym to kraj podjął szczególne starania by mówić w języku przodków. W szkole naszych dzieci również. Poranny apel i modlitwy były po celtycku, zadania domowe w większej proporcji również. Dzieci były też zachęcane by mówić po irlandzku na przerwach. Na koniec jedno dziecko w każdej klasie dostało certyfikat na najlepszego Gaeilgeoir'a i wyobraźcie sobie Natul dostał :) Przyjął to bardzo nonszalancko. Za to jego siostra nie potrafiła ukryć lekkiej zazdrości. Ale przyznać muszę, że też jej nauka języka bardzo dobrze idzie. Oby nie okazało się, że lepiej śmiga po celtycku niż po polsku :P

piątek, 06 lutego 2015
Zmiana pierwsza i irracjonalny strach przed biurokracją

Pierwsza z wspomnianych zmian została wprowadzona w życie. A mianowicie musiałam się pożegnać z moją Suzie i zaprzyjaźnić się z nowym autem. Suzie służyła dobrze, ale już dawno z niej wyrośliśmy. Nadeszła pora na siedmioosobówkę. Nabyliśmy Citroena. Oby służył. Jedno nieudogodnienie z tym związane było takie, że był to import z Wielkiej Brytanii. Należało więc zapłacić odpowiedni podatek (VRT) i go przejerestrować. Naturalnie towarzyszą temu pewne zasady. Na przykład że należy to uczynić w ciągu 7 dni od sprowadzenia samochodu, a ten był przywieziony w grudniu. Poza tym trzeba niby mieć dowód na to kiedy to było. My nie mieliśmy nic. Koleś, który je sprowadził mowił, że nie ma co się bać, bo to ja im będę płacić, więc nie będą się czepiać. No ale lata przeżyte w Polsce i doświadczenie tamtejszej biurokracji zrobiły swoje i się bałam, że się przyczepią. No ale nawet nikt okiem nie mrugnął. Jak tu się łatwo żyje!

Dzieci z nowego autka ucieszyły się bardzo. Oboje starsi chcą teraz zawsze siedzieć w bagażniku. A najlepsza według nich część auta to okno w dachu :)

Oto Pikuś:

wtorek, 03 lutego 2015
Spienione fale

Tak wygląda kąpiel, gdy dwuipółlatek wleje do niej pół butelki płynu do kąpieli. Nawet nie miałam jak się na niego gniewać, taką chłopcy mieli zabawę i kupę radości. A widok jaki! :D

 

piątek, 30 stycznia 2015
Powracam razem z wiosną

A oto dowód (na wiosnę nie na mój powrót):

W czasie mojej tu nieobecności trochę się u nas działo. Były Święta Bożego Narodzenia, Wigilia, na którą udało się znowu wymodzić 12 potraw, wszystkie ręcznie robione, nawet uszka i pierogi (dzięki kochanej Cioci), i na którą też dołączył do nas czcigodny Ojciec Chrzestny Tośka (któremu chyba niewiele smakowało z tradycyjnych polskich wigilijnych potraw, ale nie dał tego po sobie poznać), były trafione prezenty pod choinką. 

Potem była podróż do Polski, zachwyt (co poniektórych) śniegiem, łyżwy, sanki, kolejne prezenty, jedzenie i jeszcze raz jedzenie. 

Sylwester we Wrocławiu, ale nie na rynku z gwiazdami, ale u przyjaciół na 'domówce'. 

Aha i jeszcze nowe krasnale wrocławskie:

Ciastuś i Amorinek

Potem powrót do Irlandii pod wiatr i bardzo rozchwiane lądowanie. 

A tymczasem na Zielonej Wyspie szykują się zmiany. Ale o tym potem.

środa, 24 grudnia 2014
Wesołych Świąt!!!

Chciałabym Wam wszystkim życzyć wesołych, dobrze przeżytych i zdrowych Świąt Bożego Narodzenia, dobrych dwunastu potraw i odpoczynku od codzienności!

A w prezencie kolęda:

piątek, 05 grudnia 2014
Światełka

Coraz bardziej świątecznie robi się dookoła. Nie będę wspominać sklepów, które w zasadzie zmieniły wystrój na bożonarodzeniowy zaraz po halloween, ale i miasta i miasteczka i wiele domów jest już odzdobionych. W Galway światełka zabłysnęły już dwa tygodnie temu, a wczoraj w naszym miasteczku. Jak co roku Amelki szkolna orkiestra zapewniła stronę muzyczną imprezy. Pogoda dopisała, nadal jest dość ładnie i ciepło jak na grudzień. 

A dziś Ami pojechała ze starszymi klasami (od 3ciej w zwyż) na festiwal chóralny do Dublina - Hallelujah Choir Festival. Od września dziecko nie przestawało śpiewać - piosenki od kolęd począwszy, poprzez rodzinę Adamsów, skrzypka na dachu na Bon Jovi i ELO skończywszy. :) Mam nadzieję, że im dobrze pójdzie dziś wieczorem!

wtorek, 02 grudnia 2014
Adwent z opóźnieniem

Tym razem nie mamy wieńca adwentowego, lecz innego typu aranżację adwentową. Zrobioną przez Męża. Deseczka, gwoździe, świeczki z Lidla, świerk z lasu i ostrokrzew z osiedla :)

A kalendarz adwentowy ten sam co od kilku lat. Wypełniony karteczkami z instrukcjami gdzie znaleźć kolejną zabawkę z kalendarza adwentowego Playmobila.

sobota, 29 listopada 2014
Wiosna w powietrzu czyli wybryki natury

Pogoda w Irlandii po raz kolejny mnie zadziwia. Najpierw lato było piękne i długie, potem złota jesień a teraz zamiast zimy idzie wiosna!? Pojawiły się pąki na drzewach, jeżyni kwitną a mlecze puściły świeże listki. A w Walii podobno  żaby składają jajka. Wszystko to pewnie niestety skończy pod lodem albo śniegiem, ale ja nie narzekam. Wolę taką pogodę od ziiiiiimna. 

środa, 26 listopada 2014
Kocyk dla aniołka

Nie wiem czy mam rację, ale wydaje mi się, że dzieci, które odeszły nazywa się aniołkami? W każdym razie zrobiłam kocyk dla jednego z nich. Jest to jedna z akcji organizowanych przez fundację charytatywną Féileacáin (po irlandzku motyle), której celem jest pomoc rodzicom dotkniętym utratą dziecka w czasie ciąży lub zaraz po narodzinach. Kocyk jest po to żeby dzieciątko owinąć w czasie pogrzebu. Fundacja dostarcza białą włóczkę a ochotnicy dziergają kocyki. Mój wygląda tak:

 

wtorek, 11 listopada 2014
Muzyka potrzebna do życia

W domu nie mieliśmy dużo muzyki. Radio raczej nie grało, gramofon co prawda miałam jako dziecko, ale nie pamiętam żebym go dużo używała. Mój tato zawsze mówił, że mu słoń na ucho nadepnął i zawsze myślałam, że mi też. W 3ciej klasie podstawówki zaczęliśmy się obowiązkowo uczyć gry na flecie w szkole. Moja mama mówi, że się wtety zawzięłam i nauczyłam na tyle żeby być jedną z najlepszych w klasie. Ale tyle było u mnie edukacji muzycznej. Później jako nastolatka już muzyka była na porządku dziennym. Kupowanie kaset, potem płyt... Pearl Jam, The Doors, Pink Floyd, Metallica, Nirvana, i tak dalej. Na 18ste urodziny zażyczyłam sobie gitarę z zamiarem nauki gry, ale zapał przeszedł. Teraz dalej lubię słuchać muzyki, ale już mogę bez niej żyć. Ale za to teraz nie jest mi dane bez niej żyć. Instrumentów w domu jest od groma. Kilka skrzypiec, altówka, wiolonczela, flet, flażolet, akordeon, organy, bongo, ukulele, gitara, klawy i pewnie jeszcze o czymś zapomniałam. Tylko fortepianu i trąby brakuje! Także co dzień towarzyszy mi jakieś tam rzępolenie :) Ami uczy się grać na altówce i flażolecie ale umie już zagrać prawie na wszystkim na czym spróbuje. Natek uczy się wiolonczeli, ale marzy mu się gitara. A Tosiek jak zobaczy, że wyciągam wiolonczelę to też chce sobie pograć. Nasi biedni sąsiedzi!!!


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 73