Lilypie Kids Birthday tickers Lilypie Kids Birthday tickers Lilypie Kids Birthday tickers Lilypie Third Birthday tickers
Kategorie: Wszystkie | Ciuchy | Hobbies | Irlandia | Mamine | Music | Podróże | Praca | Przepisy | Recenzje | Sport | Zdrowie
RSS
piątek, 07 grudnia 2018
Adventove love

Adwent należy zdecydowanie do moich ulubionych pór roku. Zauważyłam też, że nie jestem jedyna, choć większość lubi ten czas ze względu na dekoracje, zakupy i ogólny przedświąteczny nastrój. Oczywiście, nie powiem że ja tego nie lubię. A i owszem, bardzo lubię przyozdobione świątecznie ulice miasta, choinki, zapach pierniczków, pomarańczy i piosenki świąteczne. Ale też bardzo lubię oczekiwanie na narodziny Chrystusa. Właśnie to jest dla mnie esencją Adwentu. Reszta to tylko ładna otoczka. 

U nas już wisi od zeszłej soboty kalendarz adwentowy, który zrobiłam już lata temu. Od niedzieli jest na stole wieniec adwentowy. Nie mogło też zabraknąć lampioników mandarynkowych :)

A oto pięknie przyozdobione Galway

Niedługo ubierzemy choinkę i może uda się skoczyć na wizytę u św. Mikołaja :)

czwartek, 29 listopada 2018
Kamyki

Kolejne dzieła. Tym razem nie moje, a męża. Jakoś ponad rok temu miał przerwę w kontraktach i nie wiedział co ze sobą zrobić. A jak nie wiadomo za co się wziąć to najlepiej malować kamienie. O tak:

piątek, 23 listopada 2018
Ogródek

Nareszcie mamy skończony ogródek! No prawie. Brakuje jeszcze podłączenia światełek do prądu, które są w podłodze patio, światła i huśtawki pod nawisem oraz grzejnika. No i oczywiście w grządkach jeszcze nic nie ma. Ale już wygląda porządnie i jest na czym oko zaczepić. Jest trawa, sztuczna ze względu na północną stronę i dużo depczących stópek :). Są 4 grządki, na których będą warzywa i kwiaty. Najważniejszą częścią będzie pollinator (czyli grządka dzikich kwiatków przyciągająca pszczoły) oraz bug hotel (czyli hotel dla robaczków i insektów). No i oczywiście nasz sad, czyli 2 jabłonki. Nie mogę się doczekać wiosny i lata!

A na razie moja ulubiona część ogródka, gdzie na pewno wypiję niejedną dobrą kawkę :P

poniedziałek, 19 listopada 2018
Dzieło ukończone!

Dzisiaj będę się chwalić. Ukończyłam jedną z robótek zaczętą prawie 3 lata temu. Co prawda leżała odłogiem przez długie miesiące, ale i tak mam wrażenie że ciągnęła się latami. A oto i moje dzieło, La Casa Espanola:

piątek, 16 listopada 2018
Miecz św. Michała

To kolejna pozycja na mojej 'bucket list'. Miecz św. Michała to legendarna linia łącząca 7 monastyrów od Irlanii po Izrael. Według legendy jest to miecz, którym Archanioł strącił diabła do piekieł. Linia jest zupełnie prosta i w dodatku leży na linii wschodu słońca w najdłużxszy dzień roku!

Pierwszym miejscem linii miecza jest Skellig Michael w hrabstwie Kerry w Irlandii. To tam Archanioł ukazał się świętemu Patrykowi. Tam również kręcono ostatnie odcinki Gwiezdnych Wojen. 

 

Następna jest wysepka św. Michała w Kornwalii, gdzie Archanioł przemówił do grupy rybaków. 

Kolejne miejsce to Mont Saint Michel we Francji, które figuruje na liście UNESCO. Jest tam benedyktyński klasztor. 

Dalej linia miecza prowadzi do Włoszech, do Sacra di San Michele w Val de Susa w Piemoncie. I tam jest tam klasztor benedyktynów. 

Następne jest sanktuarium świętego Michała Archanioła w Puglii. Tam Archanioł ukazał się świętemu Lorenzo Maiorano.

Dalej miecz prowadzi na wyspę Symi w Grecji, gdzie w klasztorze znajduje sie 3 metrowa figura Archanioła. 

I wreszcie ostatnim miejscem jest klasztor Stella Maris na górze Karmel w Haifie, w Izraelu. 

wtorek, 13 listopada 2018
Koniec diety!

No i udało się dotrwać do końca! Nie było tak ciężko jak się spodziewałam, a efekty super. Lepsza skóra, włosy, paznokcie, lepszy stan umysłu i samopoczucie. Już planujemy następny raz na Wielki Post! 

Potrawa tygodnia: sushi!

Pierwszy raz udało mi się takie dobre i ładne sushi zrobić. Naprawdę ważne jest żeby mieć odpowiedni ryż, by się kleił. Do smaku trzeba też dodać ocet ryżowy. No i wasabi musi też być. Jedynym dodatkiem, który pominęłam to imbir. Jakoś nie mogę się do niego przekonać. 

czwartek, 08 listopada 2018
Cobh

Tydzień temu pisałam o wypadzie do Cork. Dzisiaj o Cobh, które jest o rzut kamieniem z Cork. Wybrałam się tam w sierpniu, również przy okazji business meeting męża. Nad Cobh króluje katedra pod wezwaniem św. Coleman'a. Piszę, że króluje, bo dosłownie jest ponad miasteczkiem. Dzięki niej Cobh jest znane wśród wielu miłośników fotografii podróżniczej, którzy by od razu rozpoznali, że to właśnie to małe miasteczko na południu Irlandii. Katedra jest na wzniesieniu, a otaczają ją kolorowe kamieniczki. Śliczny widok. Samo miasteczko jest bardzo sympatyczne. Leży nad zatoką. Plaży tam za bardzo nie ma, bo są same kamienie, ale można iść na spacer, jest gdzie smacznie zjeść, jest też tam muzeum Titannica, który do portu w Cobh zawitał przed zatonięciem. 

A oto i Cobh:

poniedziałek, 05 listopada 2018
Ciąg dalszy wychodzenia z diety

No, teraz można już ugotować prawdziwą ucztę. Dodaliśmy ziarna do diety. Odkryciem dla mnie jest kasza jaglana. Jest naprawdę smaczna. Trzeba tylko ją dobrze wypłukać wrzątkiem przed gotowaniem, by nie była gorzka. Przepisem tygodnia zostało jednogłośnie curry ze słodkiego ziemniaka, szpinaku i ciecierzycy, zabielone mlekiem kokosowym:

2 duże lub kilka małych słodkich ziemniaków należy obrać, i pokroić w dużą kostke a następnie piec około 20 minut (aż nie będą miękie i trochę przypieczone) w 200 stopniach pokropione olejem, posypane solą, pieprzem cayenne, kminkiem i mieloną kolendrą. W międzyczasie pokroić dużą cebulę i 4 ząbki czosnku, podsmażyć na oliwie z oliwek, dodać puszkę siekanych pomidorów, puszkę ciecierzycy, pół puszki mleka kokosowego, po kilku minitach dodać szpinak, poczekać aż zwiotczeje, dodać upieczone ziemniaki. Serwować z liśćmi kolendry. Smacznego!

piątek, 02 listopada 2018
Cork

Niedawno miałam przyjemność urwania się z pracy i towarzyszenia Mężowi w buisness trip do Cork. Rzadko się zdarza możliwość pojechania gdzieś bez dziatwy i poszwendania się po nowym miejscu. Pogoda trafiła mi się przepiękna, choć baaardzo lodowata. Ręce miałam tak zmarznięte, że ledwo mogłam obsługiwać aparat. Cork to miasto na samym południu Irlandii, od nas oddalone około 2 i pół godziny jazdy samochodem. Już od dawna chciałam je odwiedzić, bo w końcu to drugie miasto Irlandii. Słyszałam też wiele pozytywnych relacji od innych. 

Jakie były moje wrażenia? Bardzo mi się tam podobało, choć zwiedziłam tylko skrawek. Oto English Market:

Po polsku byłaby to hala targowa. Można się tam zaopatrzyć w świerze ryby, owoce morza, mięso, warzywa, owoce, pieczywo, ciasta, ręcznie robione czekolady, itp. Ja wyszłam z tamtąd z paczuszkami przypraw, romanesco (smakował dzieciom lepiej niż kalafior), daktylami i solirodkiem (który okazał się okropnie słony). 

Zaszłam też obejrzeć piękną protestancką katedrę św. Fin Barre:

Z tamtąd jest już rzut kamieniem do fortu Elżbiety, którego zdjęć się nie za bardzo dało niestety zrobić, ze względu na ciasną zabudowę. Powyższe zdjęcie katedry jest pstryknięte z obwarowania. 

Potem natknęłam się przypadkiem na muzeum i miejsce spoczynku Nano Nagle, która w 18 wieku w Irlandii została założycielką wielu szkół oraz Zgromadzenia Sióstr Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny. Zwana jest pionierką edukacji. W 2013 roku została ogłoszona czcigodną przez Papieża Franciszka. Nasze dzieci chodzą do (bardzo dobrych) szkół założonych przez ten zakon. Muzeum muszę powiedzieć jest trochę zaskakujące, bo wystrój i architektura kojarzą mi się bardziej z centrum yogi. Ale jest ładne. Jest tam i ładna kawiarnia z dobrą kawą i sconami (niestety bardzo droga) i ładnym widokiem. Lubię takie miejsca, gdzie można posiedzieć, popatrzeć przez okno i poczytać w spokoju. Balsam dla ciała i duszy.

Potem jeszcze się poszwendałam nad rzeką Lee i po starych, wąskich uliczkach starego miasta. Było mi już jednak na tyle zimno, że nie zdecydowałam się iść do więzienia (Cork Gaol), w którym jest teraz muzeum, ani campusu uniwersyteckiego, który jest podobno bardzo ładny. Muszę więc się tam wybrać jeszcze co najmniej raz :)

wtorek, 30 października 2018
Wychodzenie z diety dr. Dąbrowskiej

Nareszcie możemy jeść coś więcej!

Wychodzenie z diety polega na stopniowym dodawaniu pokarmów wcześniej niedozwolonych i stopniowym zwiększaniu dziennego spożycia kalorii. Okres ten powinien trwać tyle ile trwała dieta, czyli w naszym przypadku 3 tygodnie. Dzieli się na 4 etapy. Etap I - w którym dodajemy resztę warzyw i owoców i niewielką ilość oliwy z oliwek. Brzmi jak nic takiego? Uwierzcie mi, dodając te kilka produktów można skonstruować taką ucztę, że hoho. :) Dzienne spożycie kalorii - 800. Etap II - ziarna, kasze, pestki, orzechy. Kalorie - 1000. Etap III- dodajemy jajka, nabiał. Kalorie 1200. Etap IV - dodajemy chude mięso i ryby. Kalorie 1400. Po wprowadzeniu tych pokarmów nie należało by już powracać do starych nawyków jedzenia słodyczy, chipsów, tłustych mięs itd. Przez kolejne 2 tygodnie można stopniowo zwiększyć spożycie kalorii do swojego dziennego zapotrzebowania. 

Potrawa tygodnia; chilli wegetariańskie Jamie'go Oliver'a. Pycha!

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 81